2018, ale byłeś ciekawy!

środa, stycznia 09, 2019

Ten rok totalnie oszalał. Nie wiem co o sobie myślał, kiedy tak szybko mijał. Dokładnie pamiętam zeszłorocznego Sylwestra - spędziłam go sama w Helsinkach czekając na lot do Bangkoku, a zeszłoroczne podsumowanie roku pisałam w muminkowej kawiarnii w stolicy Finlandii. Całkiem zabawnie, bo tegorocznego Sylwestra znowu spędziłam czekając na jakiś lot. Tym razem do Norwegii i to z biletem w jedną stronę. Aż boję się pomyśleć, co będzie za rok!



Podróżniczy kosmos

Rok 2018 zaczęłam z przytupem. Na 20 minut przed północą w Sylwestra 2017 roku wkroczyłam na pokład samolotu Finnaira lecącego z Helsinek do Bangkoku. Należy tu dodatkowo wspomnieć, że dostałam darmowy upgrade do klasy biznes, dzięki czemu otrzymałam kilka drinków gin&tonic, które przegryzałam świeżymi owocami oraz wędzonym śledziem podawanym z ziemniaczkami puree i fińskim pieczywem. Obudzili mnie na śniadanie gdzieś nad Birmą. Dobre rozpoczęcie roku, co?

W ciągu trzech tygodni odwiedziłam Bangkok, spędziłam tydzień w Kambodży, kilka świetnych dni w stolicy Malezji - Kuala Lumpur, następnie zatrzymałam się w Singapurze. A w drodze powrotnej zrobiłam sobie tatuaż w Bangkoku!

Z Azji wróciłam pod koniec stycznia i już trzy tygodnie później poleciałam na północ Afryki, gdzie spędziłam tydzień w Maroku. Objadałam się na nocnym markecie w Marrakeszu, widziałam śnieg w Górach Atlas, jeździłam na wielbłądzie o wschodzie Słońca na Saharze i zobaczyłam drugie największe wodospady Afryki - Ouzoud Falls. A za bilety do Maroka zapłaciłam 0 zł!



W marcu miałam wpaść na urodziny znajomego do Manchesteru, lecz niestety z tego wyjazdu musiałam zrezygnować mimo kupionych biletów. W połowie kwietnia wybrałam się natomiast na Islandię. Spałam na dziko w namiocie w temperaturze -1 stopnia C, zjadłam dzikie ilości gulaszu angielskiego, a przy okazji zobaczyłam absolutnie najdziwniejsze miejsca: śmierdzące zgniłym jajem obszary geotermalne Hverir, dziką wannę z wodą z ciepłych źródeł i krater wulkanu, który mogłam obejść dookoła.

>> TOP 5: Islandia


Po powrocie z Islandii w kraju wytrzymałam… tydzień. Pewnego dnia o 22 zdecydowałam się, że o 6 rano wsiadam w auto z dwójką moich znajomych i jedziemy przed siebie. Całkowicie bez planu. Niemieckimi autostradami dojechaliśmy do Czeskiej Szwajcarii, skąd wyruszyliśmy do Austrii, aby ostatecznie zdecydować, że jedziemy na Słowenię. Nad słynnym jeziorem Bled spędziliśmy dwa dni, a następnie wpadliśmy na obiad do włoskiego Triestu i na imprezę w Chorwacji. Pełen spontan. Za to lubię roadtripy! 


W maju wpadłam jeszcze do Łodzi na konferencję Tam, gdzie chcę poświęconą pracy zdalnej, a resztę miesiąca poświęciłam przygotowaniom do zakończenia studiów, egzaminu z norweskiego i wyprowadzki z Warszawy.

Za 15 euro (bilet w dwie strony!) poleciałam pod koniec czerwca na Majorkę, gdzie spędziłam tydzień w totalnie survivalowych warunkach. Poruszałam się autostopem, spałam w namiocie i jadłam konserwy z Polski. Takie “wakacje” kosztowały mnie łącznie 324 złote i mimo, że nie wypoczęłam ani trochę to wyjazd ten znajduje się w moim podróżniczym TOP 3. Lubię takie wyzwania!



Ostatni weekend lipca przetańczyłam natomiast na płockiej plaży podczas festiwalu Audioriver, z którego wróciłam na dwa dni do domu tylko po to, aby przepakować plecak i wyruszyć na swój pierwszy Woodstock. Pojechałam sama legendarnym łudstokowym pociągiem (o mamo, co to za wyprawa była!), gdzie poznałam ludzi z którymi rozbiłam później swój mały obóz. Przez przypadek natknęłam się potem na swoich znajomych, z którymi spędziłam resztę festiwalu.


Z Woodstocku wróciłam o 6 rano, a kilka godzin później przeprowadziłam się do Wrocławia, aby zacząć swoją przygodę z etatem i kryzysem egzystencjalnym, który dotyka każdego młodego człowieka po studiach. No cóż. W międzyczasie napisałam w 1,5 tygodnia pracę licencjacką i tym samym zakończyłam przygodę ze studiami.


Natomiast już 5 listopada złożyłam wypowiedzenie w pracy na zawsze żegnając się z etatem. Zdecydowałam się położyć wszystko na jedną kartę - wyruszam w podróż dookoła świata!


W czasie mojego krótkiego epizodu we Wrocławiu podróżowałam bardzo niewiele. Wiecie, dorosłość - praca, mieszkanie i spokojne życie. Dlatego pierwszy dalszy wyjazd miał miejsce dopiero pod koniec listopada, kiedy to wybrałam się do Jordanii. Pamiętam, jak dokładnie rok wcześniej kąpałam się w Morzu Martwym po stronie izraelskiej marząc o tym, aby kiedyś móc zanurzyć się w tej słonej wodzie również po stronie jordańskiej. I kurczę, udało się! W ciągu krótkiego, ale intensywnego wypadu odwiedziłam również Petrę i jeździłam jeepem po pustyni Wadi Rum, która niczym nie przypominała naszej planety. Byłam na Marsie!

Po powrocie z Jordanii zostały mi niecałe 2 tygodnie do zakończenia pracy i wyprowadzki z Wrocławia. Cały grudzień spędziłam w domu rodzinnym i był to absolutnie piękny miesiąc. Narzuciłam sobie dyscyplinę w postaci wstawania o 6 rano, regularnej jogi, dużej ilości lektur i systematycznej nauki obróbki zdjęć. W grudniu przeprowadziłam też eksperyment - zarzuciłam wszystkie produkty pochodzenia zwierzęcego, dzięki czemu odkryłam nową pasję - gotowanie!

W grudniu wpadłam też na jeden dzień do Drezna na jarmark bożonarodzeniowy. W drodze powrotnej przydarzyła mi się całkiem zabawna sytuacja - autobus wycieczkowy zostawił mnie na stacji benzynowej w środku nocy. Więcej poniżej ↓



Uważam się za całkiem doświadczonego podróżnika. Pojechałam sama z plecakiem do Azji, objechałam Bałkany z ludźmi z Internetów, przeżyłam też survival na Majorce, więc totalnie nie spodziewałam się, że wyjazd z biurem podróży na jarmark świąteczny do Drezna mnie przerośnie. A jednak! 💁🏻‍♀️ . Godzina 0:30, droga powrotna z Niemiec. Nasz wesoły autobus wycieczkowy odjeżdża zostawiając mnie i moją towarzyszkę niedoli w okolicach bliżej nieznanego Wypizdowia Małego na autostradzie. 🚌 Jako, że zaradne kobiety jesteśmy to złapałyśmy stopa i natychmiast wyruszyłyśmy w dziką pogoń za naszym autobusem, na którego pokładzie został nasz dobytek - plecak, kosmetyki i moje nowe świąteczne skarpetki w bałwany. #jakchcetomoge i do przodu! 💪🏻 . Niestety - misja nie powiodła się. Autobus odjechał w siną dal i wylądowałyśmy w Opolu o godzinie 1:19, podczas gdy ostatni pociąg do naszego miasta odjeżdżał o 1:16, a następny był już za bagatela 6 godzin - o 7:24. Nasza niefortunna historia poruszyła jednak serca wielu osób przesiadujących tego wieczora w okolicznym pubie, dzięki czemu całą noc miałyśmy wsparcie 🍻, a poznany tam chłopak z Azerbejdżanu zaprowadził nas do swojej knajpy z kebabem, gdzie w ciepełku mogłyśmy poczekać na nasz pociąg. Ludzie to dobry gatunek jest! ♥️ . Kolejny wspaniały news? Przed chwilą udało się ustalić również bieżącą lokalizację naszych bagaży. Wszystko pod kontrolą! . To travel is to live, proszę Państwa! 🌍💫 . #polacywpodrozy #dresden #christmasmarket #weihnahtsmarkt #strietzelmarktdresden #travel #saxonia #germany #święta #jarmarki #totravelistolive #travelgirl
Post udostępniony przez Michalina • jakchcetomoge.pl (@jakchcetomogepl)

Podsumowując:

odwiedziłam 15 krajów
spędziłam 65 dni w podróży
odbyłam 14 lotów
kosztowało mnie to ok. 9 tys złotych

A co z moimi zeszłorocznymi postanowieniami?

Postanowienia noworoczne traktuję bardziej jako drogowskaz, który ma mi pokazywać w którą stronę chcę iść. Wiedziałam, że w 2018 roku wiele się w moim życiu pozmienia, dlatego nie postanowiłam sobie zbyt wiele. Wiedziałam, że chcę tylko zwolnić i mieć czas wolny.


Podsumujmy więc szybko to, co rok temu sobie postanowiłam. 
  • Chcę mniej pracować. Yup, udało się! W 2017 roku spędzałam czasem 14 godzin poza domem krążąc między pracą a uczelnią zbierając pieniądze na moje podróże. W 2018 chciałam mieć jednak czas na tak prozaiczne czynności jak nicnierobienie, zjedzenie obiadu, lub sen. Udało się - zaczęłam zarabiać mniej, ale byłam dużo bardziej szczęśliwa.
  • Chcę umieć odpuszczać i chcieć mniej. (ale bez przesady!) Znaleźć złoty środek. No i tutaj śmieszna sprawa - faktycznie, nauczyłam się w wielu sprawach odpuszczać, ale czasami odpuszczałam aż za bardzo. Jednak chyba muszę narzucać sobie wojskową dyscyplinę - wtedy czuję się najlepiej i jestem najszczęśliwsza.
  • Chcę otaczać się ludźmi, którzy będą ciągnąć mnie w górę. Mam naprawdę świetnych znajomych, ale chciałabym mieć wokół siebie więcej ludzi o podobnym światopoglądzie, bo zdecydowanie zbyt często czuję się jak dzieciak, który dostał cegłą w łeb, zwariował i nie wie jak żyć. Podróże, medytacje, weganizm i jakieś Norwegie - no odwaliło na stare lata! Wiecie, chcę więcej feedbacku, a mniej gaszenia mojego entuzjazmu.
  • Chcę dalej dużo podróżować. Pierwsze pół roku to był kosmos pod względem podróżniczym, a potem… chciałam być dorosła, poszłam pracować na etat i nie mogłam już tyle podróżować. Ale spokojnie, więcej tego błędu nie popełnię! :D 
  • Chcę rozwinąć bloga. Na Instagramie jest Was dwa razy więcej, moje posty naprawdę nieźle się pozycjonują u wujka Googla, a Wy coraz częściej do mnie piszecie. Bardzo mi miło! Oby tak dalej! :)
  • Chcę zdać certyfikat z norweskiego i zakończyć tą farsę zwaną studiami, coby moja noga nie musiała więcej stanąć na terenie uczelni. Done! Certyfikat B1 zdany, a licencjat też obroniony - na przypale, bo swoje wywody na temat marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych napisałam w niewiele ponad tydzień, a do obrony uczyłam się rano w aucie, ale… 4,5 na dyplomie jest.
  • I nie chcę się też zgubić nigdzie po drodze, bo nieźle się w tym roku napracowałam, żeby sprowadzić wszystko na właściwy tor. W zasadzie to trochę się zgubiłam po tych studiach, ale spokojnie - wiele spraw przemyślałam i było mi to baaaaardzo potrzebne. Teraz nie pamiętam już o tym, jak było mi smutno i źle. Wyciągnęłam wnioski i podjęłam odpowiednie kroki.
Podsumowanie podróży 2017 roku: Lagos, Faro, Preikestolen, Manafossen, Kopenhaga, gdzieś po drodze w Czarnogórze, albański Ksamil, Kopenhaga, Góra Oliwna w Jerozolimie -> 80 dni w podróży, 20 lotów, 23 kraje

Co udało mi się w tym roku?

  1. Zrobiłam sobie tatuaż! W Bangkoku wytatuowałam sobie kulę ziemską, którą kocham caaaałym serduszkiem.
  2. Zaczęłam podróżować dalej i odwiedziłam państwa na trzech kontynentach.
  3. Dowiedziałam się, czego nie chcę. Wiem, jakich ludzi wokół siebie nie chcę i jakiego trybu życia nie chcę prowadzić.
  4. Piszę coraz lepsze teksty i dostaję za nie bardzo dobry feedback. Trochę lepiej wychodzi mi też robienie i obróbka zdjęć.
  5. Wyprowadziłam się po trzech latach z Warszawy i przez 4 miesiące mieszkałam we Wrocławiu. Szczerze mówiąc, nie wiem skąd tyle hejtu na Warszawę. Wrocław jakoś wybitnie mnie nie powalił.
  6. Ostatni raz tak dobrze kumplowałam się z rodzicami chyba w przedszkolu. Serio, mama Jola i tata Arek to moi najlepsi kumple! Dzwonię do nich z płaczem i piję z nimi wino w piątki.
  7. Przeprowadziłam swoją pierwszą prezentację podróżniczą! Co prawda w szkole, w której uczy mój tata, ale i tak jestem bardzo wdzięczna za zaproszenie! :)
  8. Wprowadziłam wiele zmian lifestylowych i przede wszystkim zdałam sobie sprawę z tego, jak ważne jest zdrowie i dbanie o siebie.
    • Medytuję! Mieszkając we Wrocławiu chodziłam na medytacje do tamtejszego Ośrodka Buddyjskiego. Łatwo się do tego zniechęcić na początku, ale po czasie zaczęłam bardzo doceniać to, z jak oczyszczoną głową z nich wychodzę. Teraz praktykuję także sama w domu.
    • Wstaję bardzo wcześnie rano! Trochę nie wierzyłam w bajki o “magii poranka”, ale spróbowałam i muszę przyznać, że to jest totalny sztos! Kiedy pracowałam na etacie wstawałam o 5 rano, a kiedy przeszłam na moje cudowne bezrobocie z łóżka wychodziłam o 6. Jakość życia +100000
    • Ograniczałam mięso, aż 23 listopada zaczęłam jeść wyłącznie produkty roślinne.
    • Praktykuję jogę! Fanką aktywności fizycznej nie jestem, ale dla jogi robię wyjątek! Zaczęło się od jogi sivanandy w ramach wf’u na studiach, aż wróciłam do niej w grudniu zaliczając nawet 3-godzinne warsztaty doskonalące powitanie Słońca. 
    • Wróciłam do czytania! Z polecenia Ania maluje zdecydowałam się na wykupienie abonamentu w Legimi z czytnikiem ebooków za 1 zł. Planuję najbliższe 1,5 roku spędzić poza Polską, a PocketBook wydał mi się idealnym towarzyszem podróży.
    • Zaczęłam słuchać podcastów! To skarbnica wiedzy i ciekawych informacji. W metrze, autobusie, w kuchni, czy podczas sprzątania. Dzięki podcastom przestałam mieć poczucie zmarnowanego czasu w trakcie wykonywania prozaicznych czynności.
    • Ograniczyłam social media! Nie mam w telefonie aplikacji Facebooka, a na komputerze zainstalowałam wtyczkę, przez którą nie widzę feedu na FB. Trochę muszę popracować jeszcze nad Instagramem, ale wszystko idzie w dobrą stronę.

Jaki będzie 2019 rok?

W tym roku postanowienia noworoczne trafiły się trochę bardziej konkretne, chociaż jak widać nad większością z nich pracuję już od kilku miesięcy. Największym projektem jest zdecydowanie zdobycie pracy w Norwegii i zarobienie na moją wielką podróż. Fingers crossed!

1 stycznia 2019, godzina 5 rano - ja i mój komitet pożegnalny. Wylatuję do Norwegii z biletem w jedną stronę.

  1. Zacznę swoją podróż dookoła świata, ale najpierw…
  2. … znajdę pracę w Norwegii. Moje poszukiwania pracy można śledzić na bieżąco na moim Instagramie @jakchcetomogepl
  3. Zacznę mówić płynnie po norwesku.
  4. Ponownie zaliczę festiwalowy tydzień latem: Audioriver + Woodstock! Mam zamiar przepracować całe lato w Norwegii, dlatego wyjazd na festiwale do Polski może być mocno utrudniony. Mimo wszystko, bardzo postaram się na nie dotrzeć.
  5. Nie porzucę zmian lifestylowych, które udało mi się wprowadzić w tym roku. Mówię tutaj o ograniczeniu social mediów, regularnym uprawianiu jogi, wczesnym wstawaniu, medytacji i diecie roślinnej. Powtórzę się, ale... nawet nie wiecie, jak poprawiło to jakość mojego życia.
  6. Popracuję nad... 
    • samodyscypliną. Muszę opanować umiejętność odmawiania sobie przyjemności. Zbyt łatwo ulegam pokusom, przez co cierpią moje plany i mój portfel.
    • koncentracją. W mojej głowie wiecznie rozgrywa się jakaś dyskusja światopoglądowa. Czasem czytam jedną stronę 10 minut, bo wykłócam się ze sobą o słuszność jednego zdania. Naprawdę męczące. Do ogarnięcia w tym roku.
    • wolniejszym podejmowaniem decyzji.
  7. Dalej będę dużo czytać. Abonament w Legimi i czytnik ebooków jest, teraz pozostaje tylko czytać!
  8. Dalej będę słuchać podcastów w wolnym czasie.
  9. Dokończę wszystkie badania kontrolne. W tym roku w końcu ocknęłam się i zaczęłam dbać o swoje zdrowie. Chcę teraz sprawdzić, czy po 22 latach robienia ze swojego ciała totalnego śmietnika mój organizm dalej ogarnia.
  10. Blog? Tutaj naprawdę nie mam wielkich ambicji. Mam wrażenie, że w obecnych czasach co druga osoba chce zostać wyjątkowym i sławnym blogerem inspirującym swoich obserwatorów. Kurde, ostrożnie! Zaraz zabraknie osób do “zainspirowania”! :D Odpowiednia kolorystyka feedu na Insta, codzienne interakcje, grupy wzajemnej promocji i te wszystkie blogerskie porady! O mamo. “Zastanów się, co czyni cię wyjątkowym i co cię wyróżnia” Kurde, że niby mnie? Nic. Ja nie chcę. Zmęczona jestem. Proszę mnie z tego wszystkiego wypisać! Tupnęłam nóżką, biorę laptopa i idę sobie z nim do mojego małego kącika. Będę sobie tu cichutko doskonalić pisanie i robienie zdjęć, a jeśli komuś będzie się to podobać i chce sobie popatrzeć, to... będzie mi baaaardzo miło, zapraszam! :)

2019, nadchodzę! Ale jestem Ciebie ciekawa!

Przy okazji, zapraszam do śledzenia mnie na Instagramie. Na InstaStories na bieżąco będę zdawać relacje z mojej norweskiej przygody, chodź i zobacz!






GUESS WHO’S BACK, BACK AGAIN! Moi drodzy, ogłoszenia parafialne! 💁🏻‍♀️ Otóż ta Pani z jeepa 4 miesiące temu zwariowała i poszła do pracy na etat. Szybko okazało się jednak, że w takiej instytucji ma się ograniczoną ilość urlopu, a do tego siedzi się 8 godzin na obrotowym fotelu w miejscu zwanym biurem i oblicza ROI. 👩🏻‍💻Jako, że są to totalne fanaberie, to postanowiłam uciec jak najprędzej póki nie uznam, że „jest nawet spoko”, „w sumie da się tak żyć” i „chcę awans”. Ucieczka ostateczna zaplanowana jest na styczeń - o tym po co, czemu, gdzie i czemu się tak jaram napiszę na blogu za tydzień, a tymczasem... zapraszam na #jakchcetomoge na paragon z podróży do Jordanii! 🇯🇴 Ten kraj to naprawdę sztos, więc wpadajcie po więcej zdjęć i informacje praktyczne. 🔛 LINK W BIO! 🔥 ::: #quitjob #quitjobgotravel #jordan #wadirum #jeep #landrover #jeepgirl #desert #jordania #pustynia #travelgirl #wanderlust #totravelistolive #shareyourjordan #visitjordan
Post udostępniony przez Michalina • jakchcetomoge.pl (@jakchcetomogepl)

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Dużo się wydarzyło i jeszcze więcej przed Tobą! Tak trzymać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wuoooo! Tak wiele przygód w ubiegłym roku! Oby jeszcze więcej tak pięknych i wartościowych momentów w Twoim życiu ! <3

    OdpowiedzUsuń

Instagram