Jak podróżować na studiach?

poniedziałek, września 17, 2018

Zawsze z zazdrością patrzyłam na tych wszystkich ludzi, którzy podróżowali po świecie. Myślałam, że podróże zarezerwowane są tylko dla wybranych (czyt. dla tych którym hajs i czas wolny się zgadza). A że mi się ani jedno, ani drugie nie zgadzało to najdalsze wojaże odbywałam na trasie miasto rodzinne - Warszawa, w porywach docierając do Wrocławia. Pewnego dnia uroiło mi się, że w sumie... to chyba da się ogarnąć. Jak chcę, to mogę! I wiecie co? Coś wykombinowałam - mam teraz 21 lat i odwiedziłam 37 państw. Czyli od liczenia szczotek do kibla do nauczycielki-backpackerki.



A dlaczego o tym w ogóle piszę? Bo "Michalina, skąd masz na to hajs?" to obok "Michalina, skąd masz na to czas?" najczęściej pojawiające się pytania - zarówno wśród moich znajomych, jak i w wiadomościach prywatnych od Was. Zresztą, ja sama też zawsze zastanawiałam się jak pogodzić studia z podróżami! Czysta ciekawość. A że pieniądze to temat tabu, to raczej rzadko spotykałam się ze szczerymi i dokładnymi odpowiedziami na to pytanie. Dlatego też postanowiłam zebrać w całość listę swoich tricków, które pozwoliły mi studiując dziennie odwiedzić ponad 30 państw na trzech kontynentach. To post dla takiej Michaliny sprzed dwóch lat, która myślała że się nie da.



1. Pieniądze Jak zarabiać na podróże na studiach?

Pierwsze studenckie podróże odbyłam już na pierwszym roku studiów, kiedy to najpierw za 8, a następnie za 16 złotych pojechałam do Rygi i Wilna. Obydwa wyjazdy wyszły mnie nie więcej niż 100 zł, dzięki czemu tzw. „dary losu z urodzin i świąt” zupełnie wystarczyły, by owe koszty pokryć. Te dwa niewielkie tripy udowodniły mi, że... kurczę, te legendarne supertanie bilety naprawdę istnieją i moje marzenia o podróżach wcale marzeniami pozostać nie muszą.

Moje początki: dwa kierunki i brak czasu na pracę

Schody zaczęły się na drugim roku, kiedy to chciałam latać jeszcze więcej i jeszcze dalej. Namówiłam swojego ówczesnego chłopaka na trzydniowy wyjazd do Mediolanu i wspólnie wprowadziliśmy w życie nowy plan zarobkowy. Studiowałam wtedy dwa kierunki, a on dopiero rozpoczął studia, więc oboje nie mieliśmy wtedy czasu na podjęcie stałej pracy. 

Trzeba było coś wykombinować.

Z pomocą przyszły nam agencje pracy dorywczej. W ten sposób przeprowadzaliśmy m.in. inwentaryzacje. Odbywają się one zazwyczaj w nocy - my wylądowaliśmy akurat na dziale łazienek w Leroy Merlin na warszawskim Ursusie i przez całą noc liczyliśmy szczotki do kibla, mydelniczki i dozowniki na mydło. 

Stawka? Za 5h pracy z przerwą obiadową dostaliśmy około 50 zł (do ręki) -> w ten sposób zarobiłam na przykład na pizzę pod katedrą w Mediolanie :D
Gdzie szukać? incPraca lub Strefa Job

Agencje pracy dorywczej szukają też ludzi do rozkładania towaru na półkach sklepowych i taka właśnie oferta pracy zaprowadziła nas na cały weekend do Makro. Tam najpierw układałam przyprawy, a potem z chłopakiem ustawialiśmy na półkach kilogramowe wiadra majonezu Kieleckiego. (ciężki jest, skubany!) Samego weekendu nie wspominam miło, bo była to praca bardzo męcząca, byliśmy non-stop pilnowani i mieliśmy liczoną co do minuty jedną 15-minutową przerwę na całe 8h pracy.

Stawka: około 10zł/godzinę, czyli za dwa dni pracy po 8h dziennie dostaliśmy coś w okolicy 160 zł -> tak uzbierałam na noclegi w Bergamo
Gdzie szukać? incPraca lub Strefa Job

Trochę pieniędzy udało mi się też zarobić dzięki portalowi Oferia. Tam bardzo często można znaleźć oferty dot. tłumaczeń, robienia transkrypcji czy pisania tekstów. Ja złapałam tam jedno zlecenie - przygotowywałam pewnemu nauczycielowi angielskiego konspekty lekcji i materiały do prowadzenia zajęć. 

Stawka: za przygotowanie ok. 5 lekcji zarobiłam ok. 100 zł -> tak zarobiłam na resztę jedzenia we Włoszech
Gdzie szukać? Oferia lub use.me

Dodatkowo często podejmowałam się też zleceń tajemniczego klienta. Chodziłam na zakupy do wskazanego miejsca i po powrocie uzupełniałam ankietę za którą w zależności od firmy zlecającej płacono od 20-40 złotych. Zakupy i tak zrobić musiałam, a połączenie ich ze zleceniem tajemniczego klienta powodowało, że w pewien sposób zwracał mi się ich koszt. Dla biednego studenta był to świetny deal! 

Gdzie szukać? PeekQuick 




PRACE DORYWCZE
Zalety
Wady
nie wymaga regularności - pracujesz kiedy chcesz, jak często chcesz,  nie zobowiązujesz się, że za tydzień też pojawisz się na zleceniu
niskie stawki
nie wymaga żądnych konkretnych umiejętności
jest to raczej mało fascynująca praca
możesz dopasować do swojego planu na studiach
niezawsze dostaniesz się na wybrane zlecenie


I tak, właśnie poprzez takie zlecenia powoli zarabiałam sobie na swój pierwszy wyjazd na własną rękę. :) W międzyczasie mocno pilnowałam budżetu, praktycznie nie wychodziłam na imprezy (tu akurat dwa kierunki też robiły swoje i nie miałam nawet na to ochoty) i oszczędzałam mocno na wszystkim - byle tylko dopiąć budżetu. Ostatecznie cały koszt trzydniowego wyjazdu do Mediolanu nie przekroczył 600 zł (kosztorys >>tu).

Ale jaka byłam szczęśliwa, gdy wróciliśmy! Tak ciężko (całkowicie!) sama na to zarobiłam - nieważne, że trzeba było liczyć szczotki do kibla po nocach! Zrobiłabym to jeszcze raz! Jeszcze bardziej uwierzyłam, że jak chcę, to mogę, że te moje podróżnicze marzenia są całkiem "robialne" i że ta cała Tajlandia naprawdę może się za rok udać. Zaczęłam więc działać.


Wiesz, że wyjazd do Tajlandii planowałam od 2016 roku? Nie mam bladego pojęcia, jakim cudem chciałam to zrobić za 2000 zł (patrz wykresik na zdj po prawej), ale nawet taka kwota była dla mnie wtedy nierealna. 
A to Sylwester 2017 roku i ja na pokładzie samolotu relacji Helsinki - Bangkok. Przy odprawie system wylosował dla mnie miejsce stand-by, a przy bramce powiadomiono mnie, że bez żadnej dodatkowej opłaty dostaję miejsce w klasie biznes. Serio! Własny box, poduszka, kapcie, DARMOWY GIN&TONIC, kremiki z L'Occitane, wypasiona kolacja... A po prawej śniadanie na godzinę przed lądowaniem, gdzieś nad Birmą.


Mój "biznes"

Po powrocie z Mediolanu rzuciłam w końcu tą nieszczęsną socjologię i postanowiłam wymyślić sposób na to, żeby hajs, czas i ogólne zadowolenie z życia się zgadzało. I nie było to nic odkrywczego, bo po prostu... zaczęłam udzielać korepetycji.

Jesteś specem w jakiejś dziedzinie? Umiesz język? To może spróbuj na tej wiedzy zarabiać! W dużych miastach jest spory popyt na lektorów i korepetytorów. A co najważniejsze, jest to naprawdę nieźle płatna praca, która pozwoli Ci szybko odłożyć na wymarzone podróże. Średnia stawka za godzinę prywatnych zajęć wynosi 40-50 złotych, a 1,5h korepetycji kosztuje 60-70 złotych. Godzina korków czy noc zarwana na inwentaryzację? Wybór jest chyba prosty. A godziny pracy dostosowujesz do swojego planu na uczelni. Rozwiązanie idealne!


I tak, trzeba przyznać że miałam raczej mało wymagające studia i mogłam sobie pozwolić na dość sporą ilość pracy. Dlatego po pewnym czasie zatrudniłam się jeszcze w dwóch szkołach językowych, gdzie przyznano mi kilka godzin dodatkowego angielskiego w szkole podstawowej i w przedszkolu.

Ale wyobraź sobie, że masz nawet tylko dwóch uczniów. Z każdym z nich prowadzisz zajęcia raz w tygodniu po 2 godziny. 2 uczniów x 2h x 50 zł = 200 zł/tydz, co miesięcznie da ci 800 zł za 4h pracy tygodniowo Tydzień na Majorce kosztował mnie 324 zł, a tydzień w Maroku 850 zł - całkiem przyjemna wizja, co? :) Uniezależniłam się od rodziców, podróżowałam co miesiąc, pracowałam z dziećmi i dużo się uczyłam. Żyłam po swojemu.

Gdzie szukać uczniów? Spróbuj skorzystać ze specjalnych grup na Facebooku! Istnieją też firmy pośredniczące na linii uczeń <-> lektor, takiej jak Mobilny Lektor oraz Mobile Language



KORKI/PRACA LEKTORA

Zalety
Wady
duża niezależność, jeśli chodzi o „urlopy”: pracujesz tyle, ile chcesz - jeśli wyjeżdżasz to, o swoich planach informujesz uczniów na korkach + w szkołach językowych z wyprzedzeniem informujesz, że trzeba będzie za ciebie znaleźć zastępstwo (uroki umowy zlecenia)
nie pracujesz i podróżujesz = nie zarabiasz: w ten sposób w styczniu, kiedy 3 tygodnie spędziłam w Azji pracowałam tylko tydzień, przez co mój dochód za ten miesiąc oscylował w granicy 500 zł :D - trzeba to przewidzieć planując budżet na przyszłe miesiące
dobrze płatna praca
zajęcia często się odwołują, więc czasem z 10h zaplanowanych korków zostaje nam np. 5h
godziny bez problemu dopasujesz do swojego planu na studiach
do zajęć trzeba się dobrze przygotować - to, że wróciłam do domu nie oznaczało końca pracy, bo trzeba było jeszcze usiąść, przemyśleć i przygotować materiały na następny dzień 

po lewej: widok na Bangkok

2. Oszczędzanie Na czym zaoszczędzić na studiach i nie dziadować?

Kiedy pieniądze już są, to warto byłoby nie rozwalić ich na głupoty. Jednak nie samymi podróżami człowiek żyje i nie warto popadać w przesadę. Dlatego też wymyśliłam kilka sposobów, dzięki którym udawało mi się zjeść ciastko i mieć ciastko.


Wygrywaj konkursy z biletami na koncerty/festiwale/imprezy!

Jak mówiłam, całkiem dobrze jest też mieć jakieś życie społeczne i rozmawiać z ludźmi w okolicznościach innych niż cztery ściany Twojego pokoju. :D Wyjście na koncert, wyjazd na festiwal - to wszystko kosztuje. Dlatego polecam obserwować wszelkiej maści konkursy, w których można takie wejściówki wygrać. Ja w ten sposób dwa lata z rzędu za darmo jeżdżę na festiwal Audioriver - jeden karnet wart jest prawie 300 zł, a ja rok temu wygrałam jeden, a w tym roku aż dwa. Takie darmowe bilety to całkiem spora ulga dla studenckiego budżetu. Wystarczy odrobina kreatywności! :)


Planuj menu!

To metoda, którą stosuję nadal. Z góry planuję swoje menu na cały tydzień, dzięki czemu do sklepu chodzę tylko raz i nie wydaję kasy na impulsywne zachcianki. Ja taki planner posiłków znalazłam sobie na Pinterest i bardzo Wam polecam. :) Co ważne, wiecie co trzeba kupić i marnujecie w efekcie mniej jedzenia.

Korzystaj z kodów zniżkowych!

Czasem zaśpisz, czasem mróz skutecznie zniechęca do oczekiwania na przystanku, a czasem nie chcesz tłuc się nocnym autobusem do domu. Dlatego zawsze na imprezach rozdaję znajomym kody zniżkowe na taksówki! :D Wtedy i oni, i ja wracamy do mieszkań za friko. Jakby ktoś chciał -
10 zł na Taxify z kodem A6C6X lub 10 zł na Ubera z kodem 5z1l5.




Sprzedawaj ciuchy i książki!

Już w liceum ze sprzedaży ubrań zrobiłam niezły biznes. Taka wyprzedaż szafy to świetny sposób na pozbycie się nieużywanych rzeczy i dodatkowy zarobek. Ubrania sprzedawałam na Vinted, a książki najlepiej "schodziły" na OLX.pl oraz na dedykowanych grupach na Facebooku. Zdecydowanie polecam spróbować!

P.S. Jeśli chcecie pozbyć się ciuchów i nie macie ochoty ich sprzedawać, to polecam przyjrzeć się inicjatywie Pomaganie przez ubranie! Za każdy kilogram ubrań, organizacja przekaże 2 zł na konto wybranej fundacji. Wystarczy, że zamówicie bezpłatnie poprzez >>ten formularz worek i załadujecie do niego niepotrzebne ciuchy! :) Pomyślicie, że 2 złote to nic, ale... do tej pory uzbierało się prawie 52 tysiące złotych! Także serio, Twoje dwa złocisze się liczą :)




Planuj budżet z wyprzedzeniem!

Na studiach zostałam prawdziwym ninją finansów. Z góry planowałam budżet na każdą wyprawę i na bieżąco kontrolowałam swoje przychody. Skrupulatnie zapisywałam wszystko w Excelu i tworzyłam dzikie symulacje. Czy mogę kupić następny bilet? Ile jeszcze muszę odłożyć? Czy kolejna kawa z serniczkiem w Green Cafe Nero mnie zrujnuje? Na te i wiele innych pytań egzystencjalnych odpowiadały mi moje excelowe tabelki. Polecam! :D 


3. Czas Planowanie i organizacja dni wolnych

1. Postaraj się mieć poniedziałek i piątek wolny - pozwoli Ci to na przedłużone weekendy.

2. Planując podróże zwróć uwagę na to, ile możesz mieć nieobecności i czy można je nadrabiać. Ja mogłam w zeszłym semestrze opuścić tylko dwa czwartki, dlatego w zdrowiu i chorobie, w szczęściu i nieszczęściu, przygotowana i nieprzygotowana grzecznie stawiałam się na zajęciach Gender in U.S. Movies, byle tylko dwa czwartki zostawić sobie na Azję. A w następnym semestrze po powrocie z Islandii o 8 rano, o 10:45 byłam już na uczelni i intensywnie udawałam, że słucham na ćwiczeniach z American Political Parties. 

3. Sprawdź, czy nie musisz w terminie wyjazdu oddać jakiegoś super-ekstra-eseju na zaliczenie. Niby każdy to wie, ale... ja sprawę olałam i musiałam napisać jedną pracę zaliczeniową w Kambodży. Stale dolewająca mi rum z colą właścicielka hostelu znacznie utrudniała mi ów proces i uwierzcie - niefajnie pisze się eseje podczas tripa.

4. Patrz na kalendarz świąt. Szczególnie, jeśli planujesz dłuższy wyjazd. Ja wyjazd do Azji zgrałam z "poświątecznym" wolnym i tygodniem ferii w szkole podstawowej, w której pracowałam. Wyleciałam w Sylwestra, wróciłam po trzech tygodniach - tydzień z tego był wolny, więc w zasadzie na uczelni opuściłam tylko dwa tygodnie, a w pracy - jeden.


4. W podróży Jak podróżować budżetowo?

O sposobach na tanie podróże pisze się książki. Dlatego też nie będę nawet próbowała tutaj wszystkiego opowiadać i powiem w skrócie:


1. Loty wyszukuję ręcznie w wyszukiwarce Ryanaira. 

Wchodzę w zakładkę Zaplanuj -> Szukaj cen, wpisuję lotnisko z którego chcę lecieć i wyskakuje mi pełna lista najtańszych lotów z danego miejsca. Wiele osób nie wie, że taka zakładka istnieje!






2. Jeśli nie Ryanair, to polecam wyszukiwarkę tanich lotów Azair. 

Koniecznie sprawdźcie, jeśli nie znacie bo jest duuuużo lepsza od eSky lub Skyscannera!


3. Tanie noclegi

Wiele osób poleca Couchsurfing, ale ja (nie wiem czemu) jeszcze z niego nie korzystałam. Zawsze śpię w najtańszych hostelach. W Bangkoku za łóżko płaciłam np. 20 zł, w Maroku podobnie, w Rydze 5 euro, w Kambodży 2,5 dolara (hostel z basenem!!!), a w portugalskim Lagos 8 euro. Wszystko zależy od miejsca, do którego jedziemy. Dzięki takim hostelom nie obawiam się podróżować sama, bo wiem że zawsze spotkam nowe osoby. I serio, nawet gdyby byłoby mnie stać na "normalne" hotele, to nie zrezygnuję z backpackerskich hosteli.

Pssst, mam też dla Was kody zniżkowe na booking.com i AirBnB. Więc bierzcie i korzystajcie! 






4. Nie bój się autostopu!

Tak, jest czasochłonny i tak, jest męczący. Ale to naprawdę świetna zabawa i duża ulga dla portfela. Stopowałam po całej Majorce, dzięki czemu ten wyjazd wyszedł mnie tak tanio. Tutaj bardzo pomocna jest też wikipedia dla autostopowiczów Hitchwiki, na której znajdziecie porady dotyczące najlepszych wylotówek i miejsc do łapania stopa.


5. Dłuższy wyjazd? Rozważ Workaway

Idealne rozwiązanie dla tych, którzy chcą w jednym miejscu spędzić więcej czasu. To pewnego rodzaju wolontariat, gdzie w zamian za lekką pracę dostajesz dach nad głową i (zazwyczaj) jedzenie. Ja tak spędziłam 3 tygodnie w Norwegii i była to jedna z najlepszych przygód. :) >>Tutaj napisałam dokładnie co to, jak się na coś takiego dostać i jak dokładnie ten program wygląda.



Przykładowe plany podróży i kosztorysy:

Pamiętaj, że podróże naprawdę nie muszą dużo kosztować. Stale na blogu staram się to udowadniać i dlatego z każdej mojej podróży spowiadam się w ramach działu Paragon z podróży, gdzie szczerze i bez ściemy opowiadam o tym ile wydałam i co zobaczyłam.

  • Tydzień w Maroku za 850 zł >>klik
  • Weekend w Kopenhadze za 400 zł >>klik
  • 3 tygodnie w Azji za 4000 zł >>klik
  • Tydzień na Majorce za 324 zł >>klik

Poradniki taniego podróżowania opublikowane na blogu:

  • 10 sposobów na podróże za darmo >>klik
  • Jak szukać tanich biletów lotniczych >>klik
  • Workaway - co to jest i za ile? >>klik

5. A można jakoś inaczej? 3 historie studentów-podróżników

Wiadomo, że nie każdemu będzie odpowiadać mój model studiowania i podróżowania. Nie każdy chce/może dawać korki, lub ma bardziej wymagające studia niż ja. Dlatego zapytałam innych bloggerów, którzy zobaczyli sporo świata jednocześnie studiując. Może znajdziesz rozwiązanie dla siebie! :) Poznajcie Bartka, Anię i Magdę!

Bartek | bartekwpodrozy.pl

Bartka miałam okazję poznać ostatnio osobiście - przezabawny typ! :D Jednocześnie jest niesamowicie zorganizowany i tworzy na blogu chyba najbardziej rzetelne w polskiej blogosferze przewodniki. Serio, zobaczcie przewodnik po Czarnobylu. A ostatnio pojechał z Wrocławia pociągiem do Stambułu

Nie ma takiego okresu w życiu, którego nie można by było wykorzystać na aktywne podróżowanie. Wyłamię się trochę z powszechnego trendu – nie korzystałem z programu Erasmus. Wszystkie moje wyprawy z czasu studiów organizowałem w czasie wolnym od wykładów. Moja uczelnia dawała mi rewelacyjne dla podróżnika narzędzie – mogłem układać swój plan zajęć samodzielnie. Dzięki temu zazwyczaj udawało mi się mieć dzień wolny od studiów w poniedziałek lub piątek. Weekend atrakcyjnie się wydłużał i podróże do europejskich miast były możliwe bez solidnego zaniedbywania studiów. Jak każdego studenta, mnie również dotykał problem finansów, ale można go było przeskoczyć. Większość wolnych weekendów spędzałem w pracy, zazwyczaj pracując od 9 do 21 przez trzy kolejne dni. Sprzedawałem elektronikę, więc oprócz podstawowej stawki mogłem liczyć na prowizje od sprzedaży konkretnych modeli. Motywacja była duża – jeden sprzedany telewizor często dawał mi pieniądze na tani lot WizzAir’em do Londynu! Każdy dzień w naszym życiu jest równie dobry do podróżowania, a studia nie są od tego żadnym wyjątkiem. Wystarczy tylko chcieć ruszyć się z domu!



Anna | annacomehome.com

W ciągu ostatnich sześciu lat przeprowadzała się... 14 razy! Europę już całą zjechała, a teraz przygotowuje się do wyjazdu do Tanzanii. Ma też kanał na YouTube, na którym znajdziecie całą serię porad związanych z Erasmusem - ile to kosztuje, jak przetrwać i znaleźć mieszkanie

Nie mogę sobie wyobrazić lepszego czasu na podróżowanie niż… studia! Może nasz budżet jest nieco ograniczony, ale zdecydowanie nie można powiedzieć tego samego o naszej wyobraźni i apetycie na odkrywanie nowych, nieznanych lądów. Dla mnie absolutnie nieprzecenioną instytucją podczas studiów jest możliwość wyjazdu na stypendium w ramach programu Erasmus. Korzystając z niego podczas studiów dwukrotnie przekonałam się, że de facto nie wydając na życie więcej niż w Polsce możemy nie dość, że zwiedzić pół Europy to jeszcze zyskać absolutnie bezcenne doświadczenie na zagranicznej uczelni. Spędziłam w ten sposób dwa lata w absolutnie niezwykłej Francji - rok na francuskim biegunie zimna w Lille zgłębiając tajniki dyplomacji i rok na zbyt ciepłym południu w różowej Tuluzie zdobywając francuski dyplom z marketingu i pracując w firmie produkującej samoloty. Udało mi się zwiedzić w ten sposób niemal całą Francję, Belgię, Holandię, Wielką Brytanię, Luksemburg, Irlandię, Niemcy, Hiszpanię, Monaco, Andorę i nawet malutką Maltę. Przepis na budżetowy sukces? Nie wydawać kasy na jedzenie na mieście, nowe sukienki czy posiadówki w barach. Można równie dobrze zorganizować kolację u siebie w domu i posilić się winem pitym ze słoików po dżemie. Zaoszczędzone pieniądze i oko do okazji gwarantują nieskończone podróżnicze możliwości.




Magda | thetravellingonion.blogspot.com

Magda to zapalona podróżniczka z chorobą lokomocyjną i fobią latania. Na jej blogu znajdziecie nawet obszerną listę najgorszych lotów. Mieszkała już w 4 krajach i była na 2-3 miesięcznych tripach po Azji i Stanach. Dodatkowo, oprócz podróży kocha również cebulę.


Mój sposób na studiowanie i podróżowanie jest prosty - wymiany międzynarodowe i staże za granicą. Mi się udało wyjechać na dwa roczne Erasmusy z dwóch różnych kierunków studiów oraz na półroczny staż, który znalazłam dzięki ogromnej determinacji. Wymiany odbyły się we Włoszech oraz Portugalii, a staż w Hiszpanii. Dzięki temu, że zamieszkałam w tych krajach udało mi się je zjechać wzdłuż i wszerz. Przemieszczałam się głównie blablacarem, często wyszukiwałam najtańszych lotów z danego miejsca (każdy kraj charakteryzuje się tym, że ma tanią siatkę połączeń w inną część Europy np. Belgia i Skandynawia z Polski, Maroko z Hiszpanii, Amsterdam, Paryż i Londyn z Bergamo/Pisy we Włoszech czy Azory/Madera z Lizbony), najlepszych połączeń autobusowych. Z pociągów korzystałam rzadko, bo poza granicami Polski, bez zniżek studenckich ceny tej formy transportu są dość wysokie. W kwestii noclegu to spałam zazwyczaj u znajomych, znajomych-znajomych lub na couchsurfingu, który polecam każdemu. Pamiętajmy tylko, że jest to rodzaj społeczności, która dzieli wspólne pasje, polega na wymianie kultur, doświadczeń, a nie jest formą noclegu, który traktujemy jak darmowy hostel.




A jaki jest Wasz sposób na łączenie studiowania z podróżowaniem?



You Might Also Like

10 komentarze

  1. Genialny post <3. Zapiszę sobie te stronki z pracami, bo już w liceum większość osób skarży się na brak kasy, ale nic specjalnego z tym nie robi :P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w liceum najlepsze biznesy robiłam na Vinted - wtedy co prawda pieniądze przeznaczałam na piwo z sokiem w weekendy, no ale... :D

      Usuń
  2. Wow - jestem pod wrażeniem Twojej organizacji :) Ja na studiach również dużo podróżowałam - początkowo po Polsce - tam, gdzie dojeżdżał Polski Bus. Potem przyszło stypendium pierwsze dorywcze prace, więc wyjazdy rozszerzyły się na kraje ościenne. Takie dalsze wyjazdy wymagały już niestety więcej kombinowania finansowego, ale udało nam się z obecnym Mężem polecieć np. do Maroka. Dobrym pomysłem są również wycieczki zorganizowane - tak byliśmy w Grecji - za 350 zł mieliśmy przelot i nocleg na 7 dni w ofercie last minute (wypoczynek) Na miejscu sami organizowaliśmy sobie wycieczki.

    Pozdrawiam i zazdroszczę, że nie jestem już tak młoda jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie słyszałam, że na last minute można złapać mega oferty! 350 zł za tydzień w Grecji, super!

      Usuń
  3. Świetnie to opisałaś, podróżowanie na studiach nie jest takie trudne! Trzeba tylko chcieć. Ja też sama kombinowałam kasę na studiach albo dostawałam od rodziny, teraz studia się skończyły i trzeba zacząć normalnie zarabiać. Ale jakoś dam radę :D Mega jest ten wpis, na pewno się przyda innym osobnom!
    PS. nie wiedziałam, że masz instagrama, zaraz obadam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety okres studiów zakończyłam w czerwcu, od 1,5 miesiąca siedzę na etacie i knuję chytre plany pt. "jak znowu żyć po swojemu". No bo 20 dni urlopu na rok? To jakiś żart! :D :D :D

      Usuń
  4. Bardzo zazdroszczę! Jednak nie zgodzę się, że każdy jak chce to może podróżować na studiach. Jestem teraz na 5 roku i pracuje i jest ciężko ale lepiej niż na początku. Pierwsze lata to była masakra czasowa i finansowa. Tyle ile oszczedzilas na pierwszą wycieczkę mi by nie starczyło na jedną książkę :(niestety studia swoje kosztowały, książki też... Nie chcę nawet przeliczac ile pieniędzy już wylozylam na edukację

    OdpowiedzUsuń
  5. Uważam, że to bardzo ciekawy wpis, może nie tyle ciekawy to PRZYDATNY :)
    Wiele osób kombinuje jak zarobić/zaoszczędzić na wakacje studiując :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ponad 30 krajów w tak krótkim czasie? Wow, super. Jestem pod wrażeniem, że udało ci się tak wszystko zaplanować, a z drugiej strony w szoku, że wyliczałaś i planowałaś wszystko aż tak dokładnie.
    Jak dotąd, to jeden z najbardziej przydatnych postów podróżniczych, jakie miałam okazję przeczytać, w dodatku z poleceniem innych blogów, na które na pewno w wolnej chwili zajrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na studiach dużo jeździłam po Polsce (głównie góry), do tego często bywałam na Słowacji. Jeździłam pod namiot albo do schronisk górskich, by nieco minimalizować koszty.

    OdpowiedzUsuń

Instagram