4 dni w Kuala Lumpur - co warto zrobić?

środa, marca 14, 2018

Dokładnie dwa miesiące temu o tej porze byłam w stolicy Malezji - Kuala Lumpur. Niesamowite jak ten czas szybko leci - przecież do teraz pamiętam jakiej piosenki słuchałam, kiedy pierwszy raz trafiłam pod Petronas Towers! Samo KL to natomiast miasto-mieszanka. Żyją w nim Hindusi, Chińczycy oraz muzułmanie i zgodnie z poleceniem ZUinAsia zwiedzałam więc to miasto tematycznie - raz po chińsku, raz po indyjsku i raz po malajsku. A oto lista rzeczy/miejsc, które spodobały mi się najbardziej.  Zapraszam!


1: Spędź dzień po chińsku!

Riel Armani i orydżynal MAC lipstiks zalewały najsłynniejszą ulicę chińskiej części Kuala Lumpur. Owa ulica to Petaling Street i znajdziecie tam dosłownie wszystko! W tym malajskim zagłębiu podróbek kupicie o połowę tańsze plecaki Fjallraven Kanken, torebki Michaela Korsa, zegarki od Tommy’ego Hilfigera, bluzki Levi’s i kosmetyki kolorowe od MACa, Chanel, czy Huda Beauty. Do zestawu głośniki JBL i telefony każdej marki z podrabianymi ładowarkami za 10 RM, które działać będą szalone 3 tygodnie (potwierdzone info!). A gdzieniegdzie, w poukrywanych zakątkach, posiedzicie jeszcze w klimatycznych knajpkach z supertanim jedzeniem.





Kto skusi się na stylową zapalniczkę z ajfona? Albo świetnej jakości torebki Chanel i portfele D(i)or? Hm? Nikt?





Lokalizacja: Petaling Street przy stacji metra Pasar Seni
Koszt: zależy ile wydasz na zakupy, ale za mrożoną herbatkę płacimy 60 senów (ok. 50 groszy) i za porcję ryżu z kaczką 7 RM (ok. 6 PLN)


Po obfitych zakupach polecam przejechać się też Uberkiem do chińskiej świątyni Thean Hou Temple. Znajduje się na szczycie wzgórza, z którego rozpościera się widok na całe miasto, a budynek okrąża ogród, w którym znaleźć będzie można wśród zwierzęcych rzeźb swój chiński znak zodiaku. A jeśli nie dość będzie Wam zabobonów to koniecznie wylosujcie sobie wróżbę wewnątrz świątyni - wrzucamy 1 RM, podrzucamy patyczkami, wybieramy numerek i z małej szufladki wyciągamy sobie karteczkę z przepowiednią.




Lokalizacja: najbliższa stacja metra to KL Sentral - stamtąd Uber za parę ringgitów
Koszt: darmowy wstęp + wróżba za 1 RM (jakieś 90 groszy)


2: Wbij się w fioletowy hidżab w meczecie Masjid Negara, czyli robimy dzień malajski

Jako, że typowy malajski Kowalski jest muzułmaninem, to mój "dzień po malajsku" nie mógł obejść się od odwiedzenia Narodowego Meczetu Malezji - Masjid Negara. Do świątyni można wejść jedynie poza godzinami modlitw i wpuszczeni zostaniemy tylko kiedy założymy na siebie ogromną fioletową szatę. Była mi za duża, wlokłam ją za sobą po podłodze i ogólnie wyglądałam raczej jak ludzka wersja Borówki Basi z biedronkowej kolekcji świeżaków, ale co tam! Miejsce absolutnie warte polecenia! :)





Lokalizacja: kilka minut pieszo ze stacji Pasar Seni
Koszt: darmowy wstęp



Po wyjściu z meczetu polecam zajrzeć jeszcze do Muzeum Sztuki Islamskiej, które oddalone jest od świątyni o jakieś 3 minuty. Jest to chyba jedno z najładniejszych muzeów jakie widziałam - mnóstwo okien, białe ściany i piękne błękitne wzory otaczały makiety najsłynniejszych meczetów, zdobione księgi i cudowną biżuterię. W jednej z sal znajdziemy też wystawy czasowe - ja akurat trafiłam na tą dotyczącą współczesnej mody muzułmanek, super sprawa!





Lokalizacja: 3 minutki pieszo z Meczetu Narodowego
Koszt: 8 RM ze zniżką studencką, normalny bilet za 12 RM


3: Petronas Towers o każdej porze dnia

Jak wspominałam, zdjęcie słynnych malajskich Petronas Towers wisi na mojej tablicy marzeń od grubo ponad roku. Po opóźnionym locie z Kambodży dotarłam do swojego hostelu po 20 i zanim byłam gotowa do wyjścia była już 23. Lecz kogo obchodzi w takich chwilach jakaś dzika pora i zmęczenie? Po północy pouberkowałam więc sobie sama pod same Petronas Towers i kiedy po raz pierwszy stanęłam u ich stóp to naprawdę nie mogłam uwierzyć w to, że naprawdę NAPRAWDĘ serio tu jestem.



Potem każdego dnia przesiadywałam pod wieżami zarówno w ciągu dnia, jak i w nocy. Szkoda było mi pieniędzy na wjazd na samą górę, bo widoki z poziomu gruntu mi całkowicie wystarczały. Dodatkowo o 20 pod wieżami zaczyna się pokaz fontann, który może nie był tak spektakularny jak ten który później widziałam w Singapurze, ale mimo wszystko - robił wrażenie!





Lokalizacja: stacja KLCC
Koszt: free, ale wjazd na górę za 99 RM


4: Nie daj się okraść małpom w hinduistycznej świątyni ukrytej w jaskini

Mowa tu oczywiście o Batu Caves! Jaskinie Batu kryją w sobie hinduistyczne świątynie, do których dostaniemy wchodząc po całkiem wysokich schodach. Dotarcie do niech utrudniają dodatkowo wredne małpy, które potrafiły wskoczyć przechodniom na plecy, wyciągnąć batona z plecaka, otworzyć go własnymi łapami i zjeść. A potem obrócić się tyłkiem i zniknąć. Skubane!



Lokalizacja: ze stacji KL Sentral odjeżdża kolejka KTM do stacji Batu Caves // ew. Uber jak zbierzecie ekipę do podzielenia kosztów :)
Koszt: wejście za darmo

Skoro jesteśmy już w indyjskich klimatach, to koniecznie musicie spróbować też tradycyjnego indyjskiego żarcia typu herbata masala chai, mango lassi czy dań z ryżu podawanych na liściu bananowca. Warto wybrać się w tym celu do dzielnicy Little India - niesamowicie kolorowej i kiczowatej uliczki, na której z każdego rogu dobiegały hinduskie piosenki. Pozwól tradycyjnie ubranej hindusce zrobić tatuaż z henny za 15 RM i oglądaj ulicę popijając przepyszną masala chai.



Lokalizacja: dzielnica Brickfields, 10 min spacerkiem od stacji KL Sentral
Koszt: free + tatuaż 15-20 RM + masala chai ok. 5RM? (nie jestem tutaj pewna)

5: Zjedz duriana!

Durian to owoc uchodzący za najbardziej śmierdzący na świecie i nawet na drzwiach autobusów, tuż obok zakazów palenia znajdziecie znak NO DURIAN. Ale czy jest naprawdę taki straszny? 

No śmierdzi no, co tu dużo mówić, ale... naprawdę nie jest AŻ TAK fatalnie. Za to smak… Nijaki. Kupiłam sobie za 2RM takiego durianowego loda i po kilku „liźnięciach” wyrzuciłam. Dla mnie była to zamrożona mleczna galareta z jakimś bliżej nieokreślonym dodatkiem. Z ciekawości zapytałam też dwóch znajomych Malezyjczyków o to, co sądzą o tym dziwnym owocu i dowiedziałam się, że do duriana się po prostu przyzwyczaja. Krąży legenda, że po kilku razach można nawet mieć na tego śmierdziela ochotę. No ciekawe, mnie ta teoria chyba raczej nie przekonuje.



Lokalizacja: wszelkie uliczne markety + stoisko Durian Durian w galerii handlowej wież Petronas
Koszt: lody z duriana - 2 RM (ok. 1,80 PLN)


6: Idź na imprezę na tarasie wieżowca!

Jedną z fajniejszych rzeczy, jakie udało mi się zrobić w KL było… wyjście na imprezę. Była sobota, jakoś po północy i zbierałam się do łóżka, kiedy w drodze do pokoju minęłam Andreasa ze Szwecji poznanego wieczór wcześniej w moim hostelu. 

- Michalina, 10 minut stąd jest techno klub z tarasem z zajebistym widokiem. Podobno lubisz te klimaty - idziemy! Bez dyskusji!

A że na dobre techno dwa razy namawiać mnie nie trzeba to nie protestowałam, przejechałam szybko usta szminką i kierunek: Elysium! Elysium to klub z cudownym tarasem z widokiem na Petronas Towers i najwyższy budynek Kuala Lumpur, czyli słynną wieżę telewizyjną. Ciepełko, taras, najlepsza muzyka na świecie, a to wszystko za 35 malajskich ringgitów, tj. około 30 złotych z powitalnym gin&tonic w cenie.


moje zdjęcia z tej nocy to totalna masakra, więc podrzucam zdjęcie promocyjne stąd
Jeśli jednak techno to nie wasza bajka, to koniecznie wstąpcie do innego rooftop baru. W środy i czwartki wiele lokali oferuje darmowe drinki dla kobiet. Usiądź ze szklanką ginu i wchłaniaj widoki na stolicę Malezji z 35. piętra wieżowca. Pełen chill. Listę takich "ladies night" znajdziecie >>tu


Lokalizacja: niedaleko stacji Raja Chulan
Koszt: 35 RM za wejście (ok. 30 PLN)


Po 4 dniach w stolicy Malezji dalej nie chciałam opuszczać tego miasta i poważnie rozważałam odpuszczenie samolotu do Singapuru. Jakimś cudem zwlokłam się jednak z łóżka i prawie spóźniona pojechałam na lotnisko. I nie żałowałam! Myślałam, że Singapuru nie polubię, a tu proszę! Byłam zachwycona. 

next stop -> Singapur

A jeśli ktoś chce zapoznać się z planem i kosztorysem mojej trzytygodniowej samotnej wyprawy do Azji, to zapraszam >>tu.

You Might Also Like

17 komentarze

  1. Dokładnie te same atrakcje zwiedzałyśmy w KL podczas naszego pierwszego pobytu tam. To miasto jest naprawdę niesamowite, a mieszanka kultur sprawia, że nie da się tam nudzić,

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem fanką China Town w Kuala Lumpur :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczne zdjęcia i piękny tatuaż

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomieszkiwałam w Kuala Lumpur przez całe trzy miesiące i mam spory sentyment do tego miejsca, zwłaszcza do Petronas Tower i parku tuż obok. Przesiadywałam tam moją każdą wolną chwilę. Ogromne wrażenie wywarło na mnie również jedno z największych oceanarium <3
    Durian? Spróbwałam raz i... buah! wprawdzie zapach jest gorszy od smaku, ale zdecydowanie nie nie nie. Wiem, że w wielu hotelach zarówno w Malezji jak i Indonezji jest zakaz wnoszenia duriana ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowite miejsce :) Mam nadzieje, ze kiedys uda mi sie je odwiedzic.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak będę w kuala lumpur, to najbardziej chciałabym udać się na dach wieżowca.... takie miasta świetnie ogląda się z góry;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zupełnie nie ciągnie mnie w tamte strony, ale po Twoim poradniku zakiełkowała mała myśl, że może jednak kiedyś...? :) Dziękuję! Kasia

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowne widoki 😍 marzy mi się wycieczka do Kuala Lumpur, a ty dodatkowo zaostrzyłaś mój apetyt 😊

    OdpowiedzUsuń
  9. Chętnie bym na taka wycieczkę pojechała

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow jak cudownie. Teraz na pewno zapamiętam nazwę tej stolicy na kartkówkę XD. Bardzo fajnie napisany post ;). Świetne miejsca, chyba kolejne na mojej liście do zobaczenia, tylko kiedy? Obserwuję :3.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zazdroszczę Ci tego jak zwiedzasz ;) ja niestety ostatnimi czasy nie mogę sobie na to pozwolić. Piękne zdjęcia ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wow, przepiękne zdjęcia i świetna relacja! Marzy mi się taka podróż :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przeniosłam się z Tobą na chwilę w tamte miejsca🙂 Świetnie się Ciebie czyta.

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetna wyprawa, sama bym chetnie na taką się pisała! Moze kiedys sie uda, jak dzieciaki trochę podrosną :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak widać powyżej jeśli się chce to nawet w tak tłocznym Kuala Lumpur i jego okolicah mozna odkryć niekonwencjonalne miejsca. ;)

    OdpowiedzUsuń

Instagram