O spełnianiu marzeń, zderzeniu z rzeczywistością i 2017 roku

13:55

Rok 2017 był naprawdę wyjątkowy, bo po w końcu zaczęłam żyć życiem, o jakim zawsze marzyłam. Chyba nigdy tyle się nie wydarzyło, nigdy nie zrealizowałam tylu planów na raz i nigdy nie nauczyłam się tyle o sobie i o ludziach wokół. A przy okazji... nigdy nic mnie tak nie wymęczyło. Mózg mi trochę od tego paruje i dlatego też postanowiłam to spisać. Ot, taka kartka z pamiętnika i trochę wyrzyg wszystkich myśli z ostatniego roku dla samej siebie. Całkiem ciekawie będzie do tego wrócić za 12 miesięcy.

Lagos, Faro, Preikestolen, Manafossen, Kopenhaga, gdzieś po drodze w Czarnogórze, albański Ksamil, Kopenhaga, Góra Oliwna w Jerozolimie
W wakacje 2016 roku moje pragnienie podróżowania sięgało już zenitu. Miałam już za sobą pierwsze bieda-wycieczki do Wilna za 30 zł, czy do Rygi za 16 zł i ciągle chciałam więcej. I dalej! I wymyśliłam sobie tą Tajlandię. Chciałam jeść pad thaie, imprezować na Khao San Road, znowu jeść pad thaie i wybrać się pociągiem trzeciej klasy do Kambodży. Było to trochę moim urojeniem, bo jednak cóż - miałam dopiero 20 lat, w sumie niebardzo wiedziałam, czemu mnie się ta Tajlandia tak uwiesiła, koszty takiego wyjazdu totalnie przekraczały moje studenckie możliwości i sam pomysł wydał się totalnie dziki.

Ale zapragnęłam tego tak bardzo, że już wtedy, w 2016 roku zaplanowałam wstępną trasę takiego wyjazdu. Potem, gdy w grudniu 2016 spisywałam swoje postanowienia na przyszły rok podróż do Tajlandii uznałam za tegoroczny priorytet. Nie wiedziałam jak niby to zrobię, ale wiedziałam, że zrobię.


Chciałam w 2017 odwiedzić jeszcze Portugalię, a ku mojemu zaskoczeniu udało mi się dużo więcej. Byłam w Wiedniu, w estońskim Tallinie, wpadłam na kilka godzin do Londynu, poleciałam na kawę do Norwegii, pojechałam z obcymi ludźmi na trzytygodniowy roadtrip po Bałkanach i mając 200 zł na koncie wyjechałam na trzy tygodnie do Norwegii pomagać w prowadzeniu hostelu. Swoje 21-sze urodziny spędziłam natomiast w Kopenhadze, a miesiąc później dałam się nieźle zaskoczyć Izraelowi i Palestynie.

Łącznie odbyłam w tym roku 20 lotów, postawiłam nogę w 23 państwach (w tym w Norwegii dwukrotnie!) i spędziłam w podróży ponad 80 dni (czyli 1/5 roku!). 

A Sylwestra spędzę w samolocie relacji Helsinki - Bangkok. 

Tak, udało się. Lecę sama na trzy tygodnie do Azji i wiem, że przede mną mocny życiowy huragan. Nie wiem czego się spodziewać, ale... chyba to kręci mnie najbardziej.

A może niech mnie ktoś obudzi, co? Bo jakim cudem to wszystko wyszło? Trochę nie wierzę, bo gdy rok temu spisywałam plany na 2017 kompletnie nie spodziewałam się, że będę tu, gdzie jestem. Jeszcze niedawno mogłam sobie o tym wszystkim przecież tylko pomarzyć. Naprawdę niesamowite...

O co chodzi z tym jak chcę, to mogę?

I teraz naprawdę postaram się nie zabrzmieć jak coach.

Uwierzyłam w tym roku, że jeśli czegoś naprawdę chcesz, to naprawdę możesz to zrobić/mieć. Nie masz pracy mimo miliona wysłanych CV? Coś robisz źle - przeanalizuj wszystko, pozmieniaj i ją znajdź. Nie czujesz się dobrze ze swoim partnerem? Zostaw go/ją. Jesteś za gruby/a? Schudnij. Chcesz podróżować? Podróżuj. Nie masz pieniędzy? To je zarób. A jak myślisz, że się nie da to pomyśl drugi raz. Dla każdego problemu można znaleźć rozwiązanie, więc skończ do każdego rozwiązania stwarzać nowy problem. Całkiem proste, jak się złapie wprawę.

Znalazłam więc dobrze płatną pracę, która pozwala mi na wyjazdy w dowolnych terminach, dokładnie zaplanowałam budżet (kilka tabelek w Excelu, serio), odpowiednio ułożyłam swój plan na studiach i wszystkie nieobecności na ćwiczeniach pozostawiłam sobie na wyjazd do Azji. Ostatnią pracę zaliczeniową będę pisać jeszcze tutaj, w Helsinkach. Jak pokombinujesz to zawsze się da.

Zderzenie z rzeczywistością

Ale trzeba pamiętać, żeby się w tym wszystkim zbyt mocno nie zatracić. Wiecie, jak wyglądają kulisy mojego beztroskiego życia wiecznych podróży w roku 2017? Bo ja tych pieniędzy nie wygrałam, od nikogo nic nie dostałam, a moje studia same się nie zaliczają i nikt za mnie tych wyjazdów nie organizuje.

Ostatnie trzy miesiące wyglądały z grubsza tak:

Wychodzę z domu o 7 rano, jadę do podstawówki, zahaczam o przedszkole, w drodze powrotnej jeszcze trzy godziny prywatnych zajęć i w domu jestem przed 21. 14 godzin poza domem. A kiedy wracam należałoby przygotować jeszcze zajęcia na następny dzień i zaplanować, w których momentach dnia będę w stanie przeczytać teksty na studia, a kiedy będę miała czas zobaczyć film. Film zadany na studia oczywiście, bo na filmy własnego repertuaru nie mam już czasu. Zasypiam w efekcie przed 1, a wstaję o 5:40. I tak cały tydzień.

Wystarczy, że nie przyjedzie jeden autobus, a plan dnia wali się jak domino. Do całej układanki dodajmy jeszcze prowadzenie bloga (a napisanie rzetelnej relacji z wyjazdu to cały weekend przesiedzony przed komputerem od rana do wieczora) i naukę norweskiego. No i te żałosne studia, które robisz "bo trzeba" i "może kiedyś się papier przyda" - niby siedzisz na końcu sali, udajesz że cię nie ma, ale czasem podsłuchasz coś o tym, że lesbijki afroamerykańskie nie są reprezentowane w mainstreamowym kinie amerykańskim, jeszcze o zgrozo zapytają cię co o tym myślisz, a promotorka oświadcza Ci że ciężarówka to penis na kółkach. Serio, ciężarówka to penis na kółkach. I weź tu człowieku zachowaj zdrowy umysł.

Tak prawdziwe!

W sumie w efekcie w ciągu tygodnia minimum raz przechodziłam mocne załamanie nerwowe będąc na skraju rzucenia wszystkim w kąt. Bo nie czułam, że żyję! Od 7 do 21 siedzisz poza domem, w domu musisz się przygotować do zajęć następnego dnia i dodatkowo masz jeszcze jakieś pasje. Byłam robocikiem. Gdzie czas dla siebie? Na bloga? Na norweski? Na rzeczy które chcę robić?

Ja tak nie chcę! Nie chcę być robotem bez życia przez 3 tygodnie w miesiącu, żeby potem przez tydzień móc normalnie funkcjonować.

Bo absolutnie nie zgadzam się na wizję życia, w której najpierw w szkole walczę o dobre oceny, idę na studia, zaczynam potem pracować za przeciętne stawki, szukam osoby z którą chcę wziąć kredyt hipoteczny, zadłużam się, a potem jestem skazana zostać już w tym jednym miejscu w jednej pracy oczekując, aż łaskawie skończy się u mojego potomstwa okres buntu i w końcu będę mogła iść na emeryturę. Ciągle odkładając wszystko na później, oszczędzając na później, to wielkie marzenie przecież też spełnię później, wierząc, że fajnie będzie... później. Nie chcę, nie zgodzę się na to i ciągle próbuję wymyślić jak obejść to wszystko dookoła. Może i jest to utopijna wizja, ale chyba chcę się o tym przekonać sama.

To jaki był ten 2017?

Najwspanialszy. Mimo tego, że był też chyba najbardziej męczący. Praca na etat, studia dzienne, nauka języka, blog, podróże i czas na życie społeczne - jak to wszystko ogarnąć? Ostatnie trzy miesiące dały mi mocnego kopa w tyłek i nauczyłam się o sobie samej tyle, co nigdy.


Siedzę w tej chwili w Muminkowej Kawiarnii w Helsinkach i nucę piosenkę MIKROMUSIC Na krzywy ryjNa krzywy ryj załapać mogłam się tylko ja. Dostałam i wszystko mam. Bo chyba naprawdę wszystko mam.

Mam zdrowie. Mam ludzi, którzy w Polsce czekają aż wrócę. Mam wystarczająco pieniędzy, by za 5 godzin spełnić swoje największe marzenie. A teraz oczekując na lot piję przepyszną muminkową kawę w Finlandii, która jest już trzydziestym odwiedzonym przeze mnie państwem. Jednak żeby tu być nieźle się przez ostatnie trzy miesiące napracowałam. 

Jaki będzie 2018?

Chcę mniej pracować. Chcę umieć odpuszczać i chcieć mniej. (ale bez przesady!) Znaleźć złoty środek. Chcę otaczać się ludźmi, którzy będą ciągnąć mnie w górę. Chcę dalej dużo podróżować. Chcę rozwinąć bloga. Chcę zdać certyfikat z norweskiego i zakończyć tą farsę zwaną studiami, coby moja noga nie musiała więcej stanąć na terenie uczelni.

I nie chcę się też zgubić nigdzie po drodze, bo nieźle się w tym roku napracowałam, żeby sprowadzić wszystko na właściwy tor.

I Wam w Nowym Roku chcę życzyć spokoju, zdrowia, dobrych ludzi i tego, żeby Wam się chciało. Bo jak się chce, to się może! :)

You Might Also Like

12 komentarze

  1. Wooow! Wspaniały rok! Gratuluję tak pięknych osiągnięć i zyczę ich jeszcze więcej w Nowym ROku! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję. Tyle podróży w ciągu jednego roku, to naprawdę niezły wyczyn.

    I wiesz co ... też chciałabym mniej pracować i umieć odpuszczać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję samozaparcia i tylu odwiedzonych krajów :) Ja też liczę na to, że w 2018 zakończę mój studencki etap i moja noga nigdy więcej już tam nie postanie, przybijam wirtualną piątkę :) Trzymaj się i wszystkiego dobrego w nowym roku!

    OdpowiedzUsuń
  4. Penis na kółkach zrobił mi dzień :D aż ciężko uwierzyć że ktoś tak określa ciężarówkę :P W nowym roku życzę ci zdrówka, wielu fantastycznych podróży i udanego wyjazdu do Azji.

    OdpowiedzUsuń
  5. A myślałem, że ja dużo podróżuję :-P Gratuluję dobrego roku i podejścia do życia. Też mam zresztą podobne :-)
    Tak btw. byłaś na Joris Voornie w Wawie? Jakoś w listopadzie chyba był :-)

    P.S.
    Skądś kojarzę to grafikę z planami :-P

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, ależ miałaś udany rok ! :) Bardzo podoba mi się Twoja idea i chyba sama zacznę wierzyć, że wszystko leży w moich rękach. Dodaję do obs i zostaję na dłużej :) Powodzenia w 2018 ! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobry wpis! podróże samemu sa fajne

    OdpowiedzUsuń
  8. Rok bardzo pracowity. Pracować się jednak pewnie tak długo nie da bo człowiek to nie robot i zdrowie można sobie nadwyrężyć. Nie mniej jednak, niezmiernie podoba mi się Twoja wizja nie brania kredytu hipotecznego na całe życie. I sama ciągle dumam jak to obejść...

    OdpowiedzUsuń
  9. Brawo! Jestem pod ogromnym wrażeniem Twoich dokonań. I jeszcze pod większym Twojej wiary w Twoje marzenia! My girl! :) Życzę Ci wspaniałego 2018 roku! dokonuj kolejnych rzeczy niemożliwych!

    OdpowiedzUsuń
  10. zazdroszczę ci tych podróży <3 :)

    Pozdrawiam i życzę cudownego dnia ;)
    ANRU,

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluję tylu podróży i życzę aby kolejny rok był jeszcze lepszy od starego :)

    OdpowiedzUsuń
  12. congratulate dear thanks for sharing wish you best in this year keep posting..
    https://clicknorder.pk online shopping in lahore

    OdpowiedzUsuń

Instagram