3 tygodnie w Norwegii, czyli moje doświadczenia z Workaway

23:19

Połączenie podróży z nauką języka wydawało się połączeniem idealnym, więc bez wahania kupiłam bilet do Norwegii za 39 złotych. Problem był jeden - pieniędzy nie miałam praktycznie w ogóle. Rodzice prosili bym nigdzie nie jechała, babcia odmawiała modlitwy (serio!), a przyjaciółka nie mogła uwierzyć że serio się na to zdecydowałam. Gdy odjeżdżałam mama zamiast machać na pożegnanie pukała się w głowę.

Tak właśnie zaczynała się moja przygoda z Workaway - programem opartym na zasadzie wolontariatu, gdzie w zamian za pomoc/lekką pracę dostajemy wyżywienie i nocleg. Dzięki temu mogłam spędzić trzy tygodnie w norweskim Stavanger poznając kulturę tego kraju i kulisy nowopowstającego biznesu.



Znajomi wiecznie pytają mnie jakim cudem stać mnie na ciągłe podróżowanie. Przecież jestem tylko studentką!

Podczas gdy jednym wydaje się, że pływam w pieniądzach, a innym że mam bogatych rodziców, to prawda jest taka że... ja po prostu kombinuję i wiem jak oszczędzać. Bo będę z Wami szczera - w dniu wyjazdu na koncie miałam niecałe 200 złotych, a w portfelu 20 zł, 25 euro i 52 korony norweskie (czyli jakieś 25 zł, szaleństwo). Niech mi ktoś jeszcze powie, że go nie stać na podróżowanie :D

Przypomnę, że wyjeżdżałam na trzy tygodnie do czwartego najdroższego państwa na świecie, gdzie woda kosztuje prawie 10 złotych. Życie.

Jestem osobą, która na każdy problem znajdzie rozwiązanie, więc niezbyt mnie fakt owego bankructwa ruszał. Zaopatrzyłam się w konserwy, batony musli z Lidla, jakieś sosy, Gorące Kubki i... kierunek Norwegia! Proste. :D

Gdzie i do kogo w ogóle trafiłam?

Do raju.

A tak naprawdę to do Stavanger - jednego z większych norweskich miast i stolicy ropy, która słynie ze znajdującego się obok Preikestolen.

To są właśnie uliczki Stavanger, gdzie chodziłam na spacery.
Zajadałam się też brunost - karmelowym norweskim serem. MY BIGGEST LOVE!!! haha :D
Moim hostem był pewien Christian, który całe swoje trzydziestoletnie życie spędził w Stavanger i zna region jak nikt inny. Przyjmował u siebie wieeelu Couchsurferów, ale postanowił swoją turystyczną zajawkę zamienić w biznes. Więc w styczniu tego roku rzucił pracę menagera w sklepie po 10 latach i postanowił spełniać marzenia. Kupił łódkę wraz ze swoim przyjacielem, a swój dom zamienił w niezwykły hostel. Hostel bez zasad, o luźnej i domowej atmosferze, który zawsze był pełen ciekawych ludzi.

Jeśli będziecie w Stavanger to MUSICIE wynająć pokój u Christiana. Najtaniej, najbardziej lokalnie i najsympatyczniej. Oto link do jego AirBnB: https://www.airbnb.pl/users/show/134900705

Pierwsze wrażenia

Z lotniska w Stavanger odebrał mnie mój host i od razu zabrał na pięciogodzinnego roadtripa. A głównym celem wyprawy była... impreza. W swojej pierwszej wiadomości do Christiana wspomniałam, że lubię muzykę elektroniczną, co okazało z się kolei jedną z jego większych zajawek.

W ten sposób pierwszego dnia w Norwegii trafiłam na rave w środku lasu z grupą około czterdziestu hipisów w wieku od 20 do 60 lat. Obok znajdowała się malutka norweska chatka, strumyczek i sama natura. Widok na ulicę zasłaniała natomiast płachta z napisem "Lat som ingenting" czyli: Udawaj, jakby nic się nie działo. Magia.

To tutaj trafiłam pierwszego dnia!
Wszystko to odbywało się na terenie posiadłości jednego z ważniejszych norweskich DJów. Tak, wylądowałam na prywatnej imprezie urodzinowej Christiana Tilta i piłam z nim piwo! Zresztą, muzyka była stałym elementem każdego dnia w Norwegii. W domu Christiana znajdował się pełen sprzęt nagłośnieniowy, elektronika leciała tam praktycznie 24/7 i razem z Pachanga Boys Time witałam każdy dzień. Dodatkowo Christian pracował też na bramce jednego z klubów i... wpuszczał nas za darmo. W ten sposób znalazłam się potem na jeszcze jednym techno i na koncercie popowej piosenkarki z Bergen - Miss Tati.

Jak wyglądał dzień z życia Workawaya?

Pomagałam w hostelu zmieniając pościel, czasem coś piorąc, przygotowując pokój czy zmywając naczynia. Miałam robić wszystko, żeby goście czuli się jak w domu, bo takie też było założenie tego miejsca. W efekcie wykonywałam również tak "ciężką" pracę jak... wieczorna rozmowa z gośćmi, wypicie z nimi piwa, czy wyjazd z nimi na wycieczkę. Ciężko jest łatwo żyć, haha! :D Dom Christiana traktowałam prawie jak własny i już tęsknię za tym miejscem! Oprócz tego zajmowałam się też social mediami firmy Christiana, co-hostowałam pokój na AirBnB, robiłam zdjęcia i pisałam maile.

W skrócie - robiłam wszystko to, na co mój host nie miał czasu.

Oto dom=hostel Christiana, w którym mieszkałam przez trzy tygodnie.

A co oprócz pracy?

Sama Norwegia jest po prostu niesamowita i ma wiele do zaoferowania. Jadąc autem chciałoby się stawać co 5 minut, wchłaniać widoki i robić zdjęcia. Zdecydowanie jest to najpiękniejszy kraj, w jakim byłam.

Pewnego dnia niemiecka para mieszkająca w hostelu zabrała mnie i Valerię (dziewczynę z Rosji, która również była na Workaway) na kolejnego roadtripa. Przejechaliśmy Frafjord, wspięliśmy się na Manafossen i odwiedziliśmy stary, zawalający się tunel, o którym wiedzą tylko lokalsi. Wśród odpadających skał gdzieniegdzie wytworzyły się malutkie wodospady i zewsząd pryskała na nas woda. Absolutnie magiczne miejsce.

Opuszczony, niszczejący tunel
Frafjord - zdjęcia absolutnie nie oddają piękna tego miejsca!
Wodospad Manafossen - po 20 minutach wspinaczki moim oczom ukazał się ten widok!
Na środku Valeriya z Rosji, która po raz pierwszy spróbowała konserwy. Tak jej smakowało, że po powrocie do domu zażyczyła sobie kolejnej haha :D
Podjęłam też próbę zrobienia sobie selfie z owcą i spotkałam szkockie bydło. Owa owca niestety uciekła - efekty poniżej :D

Moje oczy wyglądają jak oczy szaleńca, wiem wiem
Dwa razy byłam też na Preikestolen. Pierwszy raz zdjęcie tego miejsca zobaczyłam rok temu i od razu wymarzyłam sobie tam pojechać. Raz wybrałam się tam z Mateuszem - gościem naszego hostelu, a drugi raz z Valeriyą. Trochę na stopa, trochę pieszo i z konserwami przywiezionymi z Polski - trzeba sobie radzić! Jest to jednak najpiękniejsze miejsce, w jakim miałam przyjemność jeść konserwę, zdecydowanie. :D Wrócę tam pewnie jeszcze nie raz.


Podejście na Preikestolen
Przyjechały na stopa i zjadły konserwę z Polski z chlebem ciężko wyszperanym za 8 NOK (ok. 4 zł)
Tak właśnie siedziałam sobie na skraju klifu nad przepaścią i machałam nogami. Widok jest niesamowity, matka natura to najlepszy artysta.


Jak widać na pierwszym zdjęciu - wiatr był całkiem mocny :D
Na Couchsurfingu poznałyśmy też z Valeriyą Morgana, który przeprowadził się do Norwegii kilka dni wcześniej. Pochodził z Australii i był nauczycielem - w Turcji, w Londynie, a teraz zaczynał nowe życie w Stavanger. Tak się złożyło, że kupił właśnie łódź i musiał nią przepłynąć do swojego domu. Zabrał więc nas na sześciogodzinny rejs po wyspach Stavanger. Zero zasięgu, widok na fiordy, cydr (ponad 20 zł za puszkę, mamo ratuj) i oczywiście niezawodne... konserwy z Polski! Robiły furorę, uwierzcie.


Potem widzieliśmy się jeszcze kilka razy. Pomagałyśmy mu urządzić jego nowy dom, a innego wieczora przyrządził dla nas łososia na kolację. Następnego dnia chciałyśmy się odwdzięczyć i też coś ugotować, więc zrobiłyśmy jedyne co umiałyśmy, czyli... naleśniki. Cała kuchnia w mące, ubrania również, ale nikt się nie otruł także nie ma dramatu. Perfekcyjne Panie Domu vol. Workaway :D

Ludzie!!!

Bo to dzięki nim tak wiele się tam nauczyłam. Poznałam tyle sposobów na życie i tyle definicji szczęścia, że jeszcze długo będę próbowała to wszystko jakoś poukładać w głowie.

Christian pokazał mi jak piękna jest bezinteresowna pomoc. I że naprawdę można zaryzykować i ot tak, odejść z wkurzającej pracy i zastąpić ją swoją pasją.

Jeleną z Litwy połączyła mnie rozmowa o Ptasim Mleczku. Bo ta nazwa nie ma sensu.

Valeriya z Rosji była tak bardzo do mnie podobna, że to aż nieprawdopodobne. #daaaaarlin

Maria z Kolumbii wytłumaczyła mi o co chodzi w streetarcie, kiedy trafiłam na otwarcie NuArt Festival i nie wiedziałam co i jak. A potem spotkałyśmy się na Preikestolen!

Otwarcie festiwalu streetartu NuArt Festival
Arthur z Francji pięknie czytał norweskie książki z francuskim akcentem. Był zdecydowanie najsłodszym gościem hostelu!

Andreą z Francji o 4 nad ranem tańczyłyśmy na tarasie z widokiem na port do Ringo Jorisa Voorna i obiecałyśmy sobie, że nigdy nie zapomnimy tego momentu.

Felix z Niemiec, który na początku wydawał bardzo nieśmiały bardzo zaskoczył mnie swoją historią! Studiował w RPA, usłyszał że tanio można kupić motor w Tanzanii, kupił go i... przyjechał tak z Afryki do Niemiec. A teraz jeździ nim po Europie. Szacuneczek.

Mona i Herbert zabrali mnie na roadtripa nad wodospad, a Oceane była pierwszym gościem pokoju, którego byłam co-hostem i zostawiła nam bardzo dobrą recenzję. <3

Mateuszem natomiast złapałam pierwszego stopa w Norwegii i spełniłam swoje marzenie o Preikestolen!

Sidhant z Indii będzie moim pierwszym Couchsurfingowym gościem w Warszawie!

A od Andre z Peru dostałam zaproszenie do Limy. + obiecał mi, że zobaczę alpaki! <3

Morgan z Autralii nie dość że zabrał mnie na rejs i zrobił kolację, to jeszcze opowiedział wiele historii ze swoich podróży. Odwiedził ponad 60 państw, zwiedził na rowerze m.in. Iran czy właśnie Norwegię, a oprócz tego nurkował, skakał ze spadochronem i żeglował w wielu miejscach na świecie. Niesamowity człowiek!!!

No i Jorgen! Był super, bo słuchał ze mną na trawie Jorisa haha. (long story, naprawdę :D)

Jestem wdzięczna za każdą osobę, za każdą rozmowę, za każdy widok i za każdą naukę, jaką dał mi ten wyjazd. Spotkało mnie tyle dobroci, że nawet nie wiem jak mogłabym za to podziękować. Pisząc tego posta zdążyłam się nawet dwa razy wzruszyć, bo był to absolutnie niesamowity czas! Dziękuję też firmie Krakus i Sokołów za robienie takich dobrych konserw oraz mojemu brakowi pieniędzy - też wiele mnie nauczył! :D

TUSSEN TAKK!!!

A jeśli ktoś z Was chciałby dowiedzieć się więcej o Workaway, to odsyłam do posta >>WorkAway FAQ

You Might Also Like

16 komentarze

  1. Odważna z Ciebie dziewczyna. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie pakuję się na samolot do Oslo, idealnie trafiłem z tym artykułem. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Sama nie jestem z nich zadowolona, bo robione były telefonem i nie oddają klimatu, ale mimo to dzięki! :)

      Usuń
  4. Bardzo fajny pomysł na podróżowanie :)
    Wybacz, ale najbardziej zapamiętałam ta owcę SKACZĄCĄ przez barierkę i Twoją przerażoną ? minę :D
    Nie znudziły Ci się konserwy? Ja po kilku tygodniach żywienia się takimi rarytasami plus chińskie zupki nie mogłam na nie patrzeć przez wieeele miesięcy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konserwy jadłam tylko na jakiś dodatkowych wycieczkach, na codzień wyżywienie zapewniał mi mój host, także nie było dramatu haha :D

      Tak, wiem, moje zdjęcia z owcą to coś pięknego :D

      Usuń
  5. Moim marzeniem jest zwiedzić Norwegię ;) Szczególnie Oslo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oslo to i tak tylko miasto, szczęka opadnie ci na widok Kjeragbolten albo Trolltungi <3

      Usuń
  6. Ale wspaniałe miejsca <3 Zapraszam na nowy post https://klaudiaonelive.blogspot.com/2017/09/es-perfumy.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Chciałabym tam kiedyś pojechać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow! naprawdę jesteś szalona ;)Norwegia to piękny kraj i zazdroszczę Ci tego wypadu;) gdzie dorwałaś takie tanie bilety?
    Obserwujemy? zacznij i daj znać u mnie ;)
    www.jagglam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Instagram