7 godzin w Londynie

16:57

Stolica Wielkiej Brytanii jakoś nigdy specjalnie mnie nie ciągnęła. Wiadomo, na podróżniczej to-do liście była, bo to jednak Londyn, czerwone autobusy i Big Ben, czyli chyba totalne must-see. Mimo wszystko miasto to jakoś mnie nie kusiło, bo wydało się zwyczajnie oklepane. Jednak podczas długiej przesiadki na lotnisku Stansted postanowiłam zrobić wstępny reasearch i zobaczyć, czy Londyn mnie zaciekawi.


Londyn był ostatnim przystankiem moich majówkowych wakacji. Jako że loty z Lizbony do Polski były bardzo drogie, to zdecydowałam się polecieć przez Wielką Brytanię. Tak akurat się złożyło, że znalazłam lot z Lizbony do Londynu za 20 funtów, a potem z Londynu do Szczecina za bodajże 60 zł.

W ten sposób o północy byłam już na lotnisku Stansted, a lot do Polski miałam dopiero o 16 następnego dnia. Szkoda byłoby tyle czasu zmarnować na lotnisku, więc postanowiłam wpaść do Londynu na kilka godzin.


Moje stanowisko pracy na lotnisku. :D

Lotnisko Stansted położone jest godzinę drogi od Londynu, lecz autobusy EasyBus kursują co około 20 minut. Cena biletu? Bywa różnie. Mi udało złapać się połączenie za 1,99 funta w jedną i za 2,99 funtów w drugą stronę. Zazwyczaj jednak zapłacimy coś w okolicy 10 funtów, co często bywa kwotą wyższą niż ta, którą daliśmy za bilet lotniczy.

Na lotnisku miałam w planach się wyspać, ale... nie wyszło. Napisałam dla Was posta o tym, dlaczego wolę podróżować solo, a potem było już za późno na sen, bo o 5 miałam już autobus do Londynu. Sam autobus wysadził mnie przy stacji metra Baker Street, gdzie kupiłam bilet dobowy na komunikację miejską.

12,5 funta. Shit.

To prawie 60 zł za 24-godzinny bilet, podczas gdy w Warszawie za bilet miesięczny płacę 55 złociszy polskich. Jest różnica, prawda? Mimo, że cena trochę zaporowa, to nie żałuję, że zdecydowałam się na tą opcję, bo przy tak ograniczonym czasie musiałam dosyć szybko poruszać się po Londynie. Zresztą, przejażdżka londyńskimi autobusami i londyńskim metrem to przecież obowiązek!

A po wyjściu z metra ujrzałam jego.

Wielkiego Bena! Stał przede mną Big Ben we własnej osobie - tyle razy widziałam go na pocztówkach, tyle razy oglądałam go w podręcznikach do angielskiego, a teraz sama stałam obok niego. I robił wrażenie!













zero makijażu + zero snu = twarz powyżej :D
Przespacerowałam się więc mostem obserwując przejeżdżające dwupiętrowe, czerwone autobusy. Byłam nieumyta, niewyspana, niepomalowana, ale z wielkim bananem na ustach. Bo zaraz obok stał London Eye!



Kilka szybkich selfie i wsiadam do byle jakiego autobusu. Nie wiedziałam gdzie jadę i w jakim kierunku mniej-więcej mnie wywożą, ale trudno - chciałam złapać jakąś tanią, typowo brytyjską knajpkę w której będę mogła zjeść swoje pierwsze w życiu English breakfast.

Wywiozło mnie na Marylebone, gdzie zaraz przy dworcu znajdowała się niezbyt piękna, ale przez to całkiem urocza knajpka. Zamówiłam tam fasolkę z kiełbaską i jajkiem sadzonym z frytkami i chlebem tostowym, co popiłam herbatką z mlekiem. Objadłam się tak, że nie umiałam się ruszyć. Dokupiłam sobie kawę na wynos i z trudem dotoczyłam swoją dorodną ciążę spożywczą do autobusu.


A potem w autobusie prawie umarłam. Sen mocno o sobie przypominał i nie pomagała nawet kawa. W pewnym momencie zaczęłam się dławić i krztusić, bo... zasnęłam z nieprzełkniętym łykiem kawy w ustach. Brak słów. Brawo ja! :D



Powoli jednak na ulicach zaczęli się pojawiać turyści. Oprócz tego, że Londyn zawsze jest zatłoczony, to dodatkowo była sobota, więc ludzi było jeszcze więcej. Wtedy też Londyn zaczął tracić swój urok, bo takie tłumy zdecydowanie mnie męczą.


Na Trafalgar Square nie dało się przejść, wszędzie było tłoczno i głośno. Wokół każdy robił zdjęcia, otaczała mnie dzika liczba Japończyków i wycieczek zorganizowanych, a w środku tego zgiełku na ziemi siedział pewien Pan, który rysował na betonie flagi. Był cichy i spokojny, jak pięknie.



 Podobna sytuacja miała miejsce również pod Buckingham Palace. Zdjęcie absolutnie nie oddaje ilości osób, które postanowiły odwiedzić Elę w tym samym czasie co ja. Podeszłam pod pałac, ale stwierdziłam, że nigdzie się nie dopcham więc postanowiłam jak najszybciej się stamtąd ulotnić.


Przeniosłam się więc na Piccadilly Circus. W okolicy znalazłam też sklepik z pamiątkami, gdzie za 12 pocztówek zapłaciłam... 1 funta. Raj dla kolekcjonerki pocztówek!


Po obejściu okolicy zauważyłam, że jest już po 12,  czyli nadszedł czas, by zbierać się na dworzec autobusowy i ruszać na lotnisko. Czas przeleciał zdecydowanie zbyt szybko, bo jeszcze tyle zostało do zobaczenia! 7 godzin to zdecydowanie za mało czasu na Londyn!

Czy wrócę do Londynu?

Pewnie tak. Została cała masa muzeów do zwiedzenia i zdecydowanie mam ochotę odwiedzić również Notting Hill. Mimo wszystko Londyn mnie nie zachwycił i powrót do tego miasta zdecydowanie nie jest wśród moich podróżniczych priorytetów. Było tłoczno, głośno i drogo. Może to wina tego, że wracałam właśnie z Lizbony, która zauroczyła mnie totalnie i ciężko będzie to teraz przebić. Na pewno nie można odmówić Londynowi bogactwa atrakcji, bo z pewnością jest to miasto, w którym jest co robić przez dwa tygodnie, aczkolwiek mi specjalnie nie zależy, aby te atrakcje zaliczyć. :D

A Wy byliście w Londynie? Jakie wrażenia?

You Might Also Like

12 komentarze

  1. Londyn to nie jest miasto numer jeden do którego mnie ciągnie, ale chętnie się tam kiedyś wybiorę, chociażby dla samego Big Bena ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie byłam w Londynie, ale kiedyś chciałabym tam pojechać :)
    http://gingerheadlife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie wręcz przeciwnie Londyn zawsze ciekawił i jest to moje małe marzenie na liście do spełnienia. Niestety jak większość europejskich stolic jest tam tak jak piszesz tłoczno i drogo, ale tak już jest chyba we wszystkich większych miastach. Mi to nie przeszkadza i chociaż nienawidzę tłoków, to tam jakoś bym to zniosła!
    MOJ KANAŁ NA YT
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo interesująca treść wpisu, a zdjęcia są świetnie :)

    MÓJ BLOG
    Odwdzięczam się za każdą obserwacje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna fotorelacja. Ja chyba nieprędko pojadę do Londynu! Pozostaje mi oglądanie zdjęć. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie sądziłam, że loty mogą mieć aż tak niską cenę. Jeszcze nigdy nie leciałam samolotem więc nie za bardzo się na tym znam. Londyn jak to Londyn chciałabym kiedyś odwiedzić jednakże są inne miasta, które chciałabym odwiedzić bardziej. Super, że udało Ci się tam spędzić chociaż te 7h.
    ig: oliwiaoleszczyk
    littleredcherrysmile.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie byłam w Londynie, ale kiedyś chciałabym tam pojechać.

    OdpowiedzUsuń
  8. chcę tam pojechać, ze względu na zabytki i studio Warner Bros :D


    Pozdrawiam,
    ANRU

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie tam jest :*
    www.stylishmegg.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy nie byłam w Londynie, ale porównuję to miasto do Paryża- tłoczne, głośne i drogie, ale konieczne must see ;D
    Podziwiam za odwagę przy takich spontanicznych podróżach samotnie.;D

    OdpowiedzUsuń

Instagram