1 dzień w Norwegii, czyli relacja z Sandefjord

00:26

Witajcie! Dzisiaj kolejna relacja z mojego jednodniowego wypadu z zeszłego tygodnia. Na publikację czekają jeszcze posty z majówki dotyczące wybrzeża Algarve i moich 7 godzin w Londynie, lecz dzisiaj postanowiłam zabrać Was "na świeżo" do pewnego norweskiego miasteczka, w którym spędziłam jeden dzień. Enjoy!



Gdy w Wielkanoc zauważyłam, że mam jeden wolny weekend bez planów, od razu postanowiłam to zmienić. Wpadły mi w ręce tanie bilety do Norwegii. Wylot w sobotę wieczorem, powrót w niedzielę wieczorem za 78 zł. Why not? Napisałam do kolegi, czy nie ma ochotę skoczyć na kawę do Norwegii i od razu kupiłam bilety.

Do Oslo Torp dotarliśmy około 21. Mimo, że nazwa wskazywałaby, że znajdujemy się w pobliżu Oslo, to tak naprawdę lotnisko znajdowało się 100 kilometrów od norweskiej stolicy. Dodatkowo bilet autobusowy do Oslo to koszt kolejnych 100 złotych, więc od samego początku planowałam odpuścić sobie wyjazd to tego miasta i cały dzień spędzić w pobliskim miasteczku Sandefjord.

Pierwsze wrażenie?

Ceny z kosmosu. W barze zwykła zapiekanka kosztowała 97 koron, czyli... prawie 50 złotych. Gazeta? 50 koron, czyli jakieś 25 złotych. Gdy zobaczyłam ceny, to od razu przestałam krytykować mojego współtowarzysza za wzięcie ze sobą kilku konserw. Normalnie nie oszczędzam w podróży na jedzeniu, ale tym razem zdecydowanie postawiłam na Gulasz angielski firmy Krakus i bułki z Polski. No regrets, haha! :D

#konserwalife and proud!


Noc na lotnisku

Z racji późnego przylotu do Norwegii trzeba było gdzieś przetrwać noc. Nocleg w Sandefjord? 200 zł za osobę. Sama jestem przyzwyczajona do spania na lotnisku, dlatego perspektywa 200 zł za hostel skutecznie przekonała mnie do tego, by Oslo Torp Lufthavn potraktować jako dom na jedną noc.

Problem był jeden. 

Lotnisko to zamykane jest między 24 a 4 rano. Na forach znalazłam informacje, że ludzie sypiają na klatkach schodowych od parkingu i w windach, ale wizja takiej nocy nie napawała mnie mimo wszystko optymizmem. Łagodnie mówiąc. Bilety lotnicze były jednak kupione, więc nie zamierzałam rezygnować z wyjazdu. Jednak na miejscu okazało się że... od niedawna funkcjonuje tam poczekalnio-sypialnia. W dodatku cieplutka i z łazienką! <3

W poczekalni poznaliśmy również trójkę polskich studentów wracających z weekendu z Oslo, którzy polecali nam najtańsze supermarkety i poczęstowali najtańszą rzeczą jaką umieli znaleźć, czyli... paluszkami. Noc spędzał z nami także inny Polak, który z Polski przywiózł ze sobą wielkie pudełko kanapek, żeby nie musieć kupować w Norwegii jedzenia. Pocebulowaliśmy (:D) więc wszyscy razem i spróbowaliśmy przetrwać noc.

A za dnia...

Z samego rana wyruszyliśmy pieszo do Sandefjord. Spacer miał nam zająć 40 minut, a zajął grubo ponad 3 godziny. Gdyby ktoś ze mną gdzieś się wybierał, to ostrzegam - proszę nie słuchać moich wskazówek co do drogi, bo na pewno nas zgubię. Nie żartuję. Tak było i tym razem, gdy postanowiłam zejść z głównej drogi do... lasu. No cóż no. Ja i mapy to niezbyt zgrany duet. Tak było, jest i będzie, haha :D

Po drodze minęliśmy wiele typowych, skandynawskich domków z drewna, które totalnie mnie oczarowały. Spójrzcie sami!






Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyliśmy wchodząc do miasteczka był biały kościółek. Drewniany, przystrojony norweskimi flagami - przeuroczy! Jako, że była niedziela, a w kościele trwała msza postanowiliśmy zobaczyć, co się dzieje w środku. Usiadłam na chórze i wchłaniałam atmosferę i piękne brzmienie języka norweskiego.



Ciekawostka. Przed wejściem do kościoła stał stolik z wodą i szklaneczki. :D


Samo Sandefjord nie ma wiele do zaoferowania. Jest to mała, spokojna miejscowość z portem otoczonym kolejnymi malutkimi, drewnianymi domkami. Panuje tu jednak cudowna atmosfera - wszyscy są bardzo serdeczni, uśmiechnięci i życzliwi.

Moim ulubionym miejscem stało się wzgórze Prestasen, z którego widać całe Sandefjord. U progu fiordów spędziłam ponad trzy godziny, wchłaniając norweski spokój, naturę i atmosferę. Co jakiś czas z oddali przypływał tylko jakiś prom, ludzi było niewiele, a ja mogłam totalnie wychillować. Prestasen okazało się być idealnym miejscem na poogarnianie spraw, które siedziały jakiś czas w głowie.
Oczywiście z kawą w ręku. Moim głównym celem wyjazdu do Norwegii było zamówienie kawy po norwesku (niektórzy z Was może nie wiedzą, ale od października uczę się norweskiego i chciałam przełamać choć trochę barierę językową), kupienie brunost (najpyszniejszego, tradycyjnego sera karmelowego) i totalny chillout.



Każdy z tych celów osiągnęłam i wyjazd wyglądał dokładnie tak, jak miał wyglądać. Naładowałam baterie na następny tydzień i pozwoliłam sobie na całkowity relaks.

Po co więc lecieć do Sandefjord?

Mimo, że miasto pozbawione jest zabytków, wielkich sklepów i atrakcji turystycznych, to jak najbardziej warto wybrać się tam na jeden dzień.

Na spacer. 

Na kawę. 

Na piknik na Prestasen.

Po brunost i Kvikk Lunsj, czyli po tradycyjne, norweskie przysmaki. Podobno, bo Kvikk Lunsj za 28 koron to zwykły baton WW, ale... nie chcę dyskutować. :D


Na rejs do Szwecji. Taka atrakcja kosztuje 60 koron, czyli niecałe 30 złotych! Widoki podobno niesamowite. My nie nie załapaliśmy się na wcześniejszy prom, więc nie chcieliśmy ryzykować spóźnienia na samolot.

Ale przedewszystkim...

Po to, żeby się odciąć. Zero internetu, zero galerii handlowych, zero turystów. Cudowna, oczyszczająca rzecz. Z Norwegii wróciłam z naładowana pozytywną energią i wielkim plecakiem motywacji do nauki norweskiego.

Sandefjord jest idealne na wychillowane jednodniówki, polecam! :D

You Might Also Like

5 komentarze

  1. Ładnie tam ale ja wolałabym pojechać na nieco dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeurocze miasteczko! :) podróżniczka z Ciebie pełną parą, spanie na lotnisku, spontaniczny wypad. Super! Takie wycieczki długo się wspomina:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeraża mnie wizja 'na szybko' ale taki wypad na jeden dzień jest ciekawą przygodą :) Na pewno kiedyś skorzystam z czegoś takiego! I czekam na relacje z majówki i Londynu! Ale uwielbiam Twoje przeżycia i podróże, nawet nie wiesz jak bardzo ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś myślałam o takim wypadzie na jeden dzień, więc Twoja relacja tylko mnie do tego przekonała, dzięki wielkie! Orientujesz się, czy do Sandefjord z lotniska jeżdżą jakieś autobusy?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale super! Gratuluję spontanicznych decyzji, nawet tych, skutkujących 3-godzinnymi skrótami :D

    OdpowiedzUsuń

Instagram