Tallinn, czyli weekend za 200 zł

20:56

Tego posta piszę do Was na kolanie, jeszcze na stacji autobusowej w Tallinnie, bo chcę jak najlepiej oddać moje emocje związane z tym wyjazdem. A jestem zachwycona! Nawet nie wiecie ile siły i motywacji dają mi samotne wyjazdy w kompletnie nieznane miejsca. Szczerze mówiąc nawet nie wiem jak słowami opisać to, co czuję kiedy gdzieś wyjeżdżam. Dreszcze, mrowienie w rękach i świadomość, że nie wiem gdzie będę i co się wydarzy doprowadzają mnie do dzikiej euforii. A potem ląduję bez pieniędzy, zgubiona, zalana deszczem w centrum Tallinna. I się cieszę.

I właśnie o tym, ile głupich rzeczy mi się przytrafiło, jakie piwa poznałam i jaki klimat panuje w stolicy Estonii, przeczytacie w tym poście. Enjoy! :)

Na końcu posta macie też pełen kosztorys mojego weekendowego wyjazdu.

Pierwsze problemy zaczęły się już w Warszawie. Autobus, który jechał z Berlina spóźnił się o godzinę! Nikt mnie o tym fakcie nie poinformował, siedziałam tylko zestresowana nie wiedząc czy, gdzie i kiedy autobus przyjedzie. Dopiero po jakimś czasie odkryłam, że na stronie Ecolines znajduje się podstrona, która informuje o opóźnieniach. Dobra, godzina 23 wyruszam z Warszawy.

Jak jeździ się autobusami Ecolines? Osobiście bardzo lubię podróżować z tym przewoźnikiem. Fotele są bardzo wygodne, ceny niskie (mają częste promocje, polecam zapisać się na newsletter), a obsługa stewardess profesjonalna. W nocy rozdają nawet kocyki! Całą noc przespałam budząc się naprawdę okazjonalnie. To samo miało miejsce rok temu, kiedy jechałam z nimi do Rygi i do Wilna. Każde miejsce jest dodatkowo wyposażone w tableta z bazą filmów (wybór całkiem niezły), muzyką, mapą i dostępem do Internetu. Jest też wifi, które nie działa akurat najlepiej. Dodatkowo, na krótszych trasach typu Ryga - Tallinn do dyspozycji jest też samoobsługowa maszyna do kawy (ohydnej kawy, ale cóż). Polecam!

Mimo, że do Tallinna jedzie się 18h, to na pokładzie Ecolines zorganizowałam sobie całkiem produktywny dzień. Obejrzałam najważniejsze filmy von Triera, napisałam posta, przygotowałam plan nauki dla moich dwóch uczniów, poobserwowałam krajobraz nadbałtyckich krajów i poczytałam trochę książki F*ck it (o niej jeszcze na blogu napiszę). Miło :D


Biezpienmaize (tradycyjne ciasto łotewskie) i kawa z Narvesen, czyli wszechobecnych łotewskich Kiosków Ruchu.

Najlepsza i najtańsza knajpka w Rydze, o której piszę poniżej.
Koniec końców do Rygi dojechaliśmy z opóźnieniem i autobus, który ze stolicy Łotwy miał zabrać mnie do Estonii odjechał. Następny był o 14:15, co oznaczało, że mam prawie 2 godziny do zabicia w Rydze. Strasznie się z tego ucieszyłam, bo uwielbiam to miasto, bo od tego zaczęła się moja przygoda z podróżami. Szczególną miłością darzę tu jednak pelmeni, które podają w knajpce znajdującej się 10 min od dworca. W knajpce PelmeniXL wzięłam caaaałą miskę pierożków i szklankę soku, za co zapłaciłam 3,40 euro. Kocham te ceny! Najedzona skoczyłam jeszcze po kawę i ciasto Biezpienmaize  (tradycyjne łotewskie ciasto, ale tak naprawdę to po prostu sernik z rodzynkami) do dworcowego Navessem. Za to zapłaciłam z kolei 2,40 euro. Jeśli kiedyś czekać Was będzie przesiadka w Rydze, to polecam zajrzeć na hale targowe i napić się tam herbatki za 20 centów i zjeść domowej roboty miodownik za 50 centów z łotewskimi babulinkami. :D


Prosto ze snapa, paragon jako dowód super cen :D
Stacja autobusowa w Tallinnie
W Tallinie byłam więc z kilkugodzinnym opóźnieniem. Autobus dojeżdża na Tallinnas Bussijaam, skąd odjeżdżają tramwaje nr 2 i 4 w kierunku Starego Miasta. Jednorazowy bilet kosztuje 2 euro, więc trochę sporo. Odcinek dałoby się przejść pieszo, ale nie chciałam tracić czasu na gubienie się po mniej ciekawej części miasta, więc władowałam się w czwórkę i wysiadłam na stacji Virtu, czyli przy słynnych bramach Starego Miasta. Tam też był mój hostel, który chciałam spróbować znaleźć bez pomocy mapy. 






Oczywiście mi się to nie udało. Ponad godzinę błądziłam po Starym Mieście nie wiedząc gdzie jestem. Przy okazji zaczął padać też deszcz, a chcąc wypłacić pieniądze z bankomatu okazało się, że…

NIE WZIĘŁAM KARTY PŁATNICZEJ!

Bo przecież po co wymieniać euro w Polsce, jak można płacić kartą. Nieźle, co? W portfelu 2 euro, 1,50 złotego i brak karty. Nocleg nieopłacony, pada deszcz i nie wiesz gdzie jesteś. Miałam ze sobą na szczęście kartę z drugiego banku, na której miałam -33 złote (słownie: minus trzydzieści trzy złote). Dobra, robię natychmiastowy przelew. 

I uwaga, uwaga.

Nie da się - jestem za granicą i nie jest to możliwe. Teraz już zaczynam się śmiać, a deszcz zaczyna lać bardziej. No nic, trzeba pożebrać, więc piszę do znajomego, który ma konto w tym samym banku, że awaria i kryzys pierwszego stopnia - przelew na kwotę 200 złotych potrzebny na już, bo leje jak z cebra, do jedzenia mam tylko wafle ryżowe, debet na karcie, resztki gotówki, ogólnie nie wiem gdzie jestem i bez kasy nie mam gdzie spać. Tragedia w trzech aktach. Dzięki Bogu wszystko zadziałało i pieniądze miałam już parę minut później. Ufff. 



Gdy jakimś cudem znalazłam swój hostel było już ciemno. Spałam w pokoju 12-osobowym, zaraz przy bramach Virtu. Mój hostel nazywał się MO Hostel i był najtańszą ofertą, jaką znalazłam - zapłaciłam za noc 12 euro. Również całkiem sporo, bo za pokój dwuosobowy w Portugalii zapłacę 25 eur/2os, a w Rydze spałam w hostelu o tym samym standardzie za 5 euro za noc. No cóż, przynajmniej poznałam miłych Estończyków, którzy najpierw polecili mi piwo, a potem trochę pogadaliśmy.

Jak z tym Estońskim piwem? Jest super! Ja zdecydowałam się na craftowe piwa Saku Antvark - na promocji w Rimi (ichniejsza Biedronka), gdzie butelka 0,33l kosztowała jakieś 95 centów. W Rimi w centum Starego Miasta były już natomiast za 1,10 euro. Niewielka różnica, ale śmiesznie, że w jednej sieci sklepów co ulice są inne ceny. Osobiście najbardziej polecam piwo Citra IPA - nawet przywiozłam sobie na zapas. :D

Następnego dnia wyjazd był już o 13 rano, więc pobudka o 6, szybka toaleta i od 7 spacerowałam już po Tallinnie. Wychodząc z hotelu znalazłam przy okazji kartę płatniczą. Była w kurtce. CUDOWNIE. #życie


Mury miasta, cz.1 - Bramy Virtu, chyba najsłynniejszy punkt w Tallinnie

W Tallinnie jednak kompletnie przepadłam. Miasto ma w sobie coś niesamowitego, na każdym kroku widać kolorowe drzwi i małe uliczki, w które chce się wejść, a wszystko to okraszone średniowieczną atmosferą. Stare Miasto otoczone jest murami i wieżyczkami, z których słynie Tallinn. Po drodze co chwilę stoją powozy z prażonymi migdałami i wszędzie znaleźć można jakąś klimatyczną kawiarnię, w której chce się po prostu siedzieć i patrzeć na ludzi. Punktem obowiązkowym w każdym mieście jest dla mnie wypicie kawy na centralnym placu, czego nie odpuściłam i w Tallinnie. Usiadłam w kawiarnii na rynku, która szczyciła się naklejką „Best Cafe in Tallinn”. Faktycznie, klimat był niesamowity, lekko mroczny, surowy, ale i elegancki. Za Americano zapłaciłam 2,90 euro. Drożej niż we Włoszech, ale porównywalnie jak w Wiedniu. Aczkolwiek jak na „najlepszą kawiarnię w Tallinnie” to kawę mieli mocno średnią. :D W obrębie zabytkowej części miasta znajdują się też kościoły i cerkiew Aleksandra Newskiego.


Mury miasta, cz. 2

Mury miasta, cz. 3

Przy rynku znajduje się też punkt informacji turystycznej, do którego warto wstąpić po darmową mapę - znacznie ułatwia poruszanie się po mieście. Punkt jest otwarty od 9 do 18. 

Po długim spacerze wstąpiłam też do Rimi na małe zakupy spożywcze. Lubię przywozić zza granicy słodycze narodowych marek, ichniejsze piwa i różne ciekawostki spożywcze. Przy okazji chciałam kupić też co nie co na drogę, bo czekało mnie wiele godzin w autobusie. Chciałam kupić jakieś słodkie drożdżówki, okazało się że to bułeczka z serem. Bolało.



Czy opłaca się przyjeżdżać do Tallinna na tak krótko? 

W stolicy Estonii byłam mniej niż 24h i dodatkowo w grafik musiałam też wpleść też sen. W jedną stronę z Warszawy jedzie się aż 18 godzin autobusem, więc czy warto się tyle męczyć żeby przejść się na spacer po Tallinnie? Dla mnie te 18h w autobusie nie jest akurat wielkim wysiłkiem i dzień spędziłam w nim prawie tak, jakbym zrobiła to w domu. Ba, dla mnie sama jazda jest przyjemnością i ważną częścią przygody. Samego Tallinna zdecydowanie jest mi mało, mam spory niedosyt, ale na wyjazd zdecydowałabym się jeszcze raz. Nie jestem też osobą, która lubi chodzić po muzeach i dlatego wydaje mi się, że jeden pełny dzień w Tallinnie w zupełności by mi wystarczył.

Co bym zrobiła gdybym miała więcej czasu?

Na pewno poszłabym do muzeum KGB - byłam w jego odpowiedniku w Rydze i byłam zachwycona. W Tallinnie niestety nie było już na to czasu, podobnie jak to było w Wilnie. No cóż, mam wymówkę, żeby do tych miast jeszcze wrócić. :D Dodatkowo posiedziałabym dłużej w kawiarnii, weszła na wieże i porobiła zdjęcia z punktu widokowego Kohta.





Kosztorys weekendowego wyjazdu
  • bilety Warszawa - Tallinn - Warszawa: 38 zł
  • nocleg: 12 eur (łóżko w pokoju 12-osobowym; MO Hostel, rezerwacja przez booking.com)
  • obiad w Rydze: 3,50 eur (pełna miska pelmeni i szklanka soku jabłkowego)
  • kawa i ciastko w Rydze: 2,50 eur
  • toaleta w Rydze: 0,30 eur
  • komunikacja miejska w Tallinnie: 2 x 2 eur bilet jednorazowy = 4 eur
  • wieczorna rozpusta - 3 piwa, woda i chipsy na wieczór w hostelu: 4 eur
  • kawa na rynku: 2,90 eur
  • 5 pocztówek: 3 euro (w większości sklepów pocztówki są za 1 euro, co jest straszną przesadą, ale na rynku, za kościołem ukryty jest sklep z tymi samymi pocztówkami za 60 centów)
  • zakupy na drogę i 3 piwa dla znajomych: 8 eur (dwa ciastka, dwa batoniki, opakowanie estońskich krówek i 3 piwa)

Łącznie: 40 eur = 170 zł + 38 zł za bilety = ok. 210 zł

Świetny weekendowy wyjazd za 200 zł, bez większego oszczędzania. Niech ktoś jeszcze raz spróbuje powiedzieć mi, że „też chce podróżować, ale nie ma pieniędzy”. :D Jeśli nie wiesz, jak szukać tanich biletów to zapraszam >>tu, o sposobach na podróżowanie za darmo przeczytasz z kolei >>tu, a jeśli jesteś studentem/uczniem i chcesz sobie na taki wyjazd dorobić, to przeczytaj >>tego posta. Wszystkie moje tricki masz pod nosem, więc ruszaj w świat!

___________________

Ale mnie tu długo nie było! Ale nadrabiam! Ostatnie tygodnie były trochę zwariowane, ale staram się zwolnić tempo i zająć się bardziej przyjemnościami, takimi jak blog :) Także spodziewajcie się na dniach nowych postów.

You Might Also Like

13 komentarze

  1. Czytałam z zapartym tchem ! Uwielbiam takie wycieczki! Bardzo podobają mi się te małe uliczki i klimatyczne budowle. Szkoda, że akurat padało jak tam byłaś,ale wierzę, że to dodało świetnej scenerii do gubienia i odnajdywania karty o poranku. Zupełnie jak w filmie ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetna sprawa:D jakbyś była moją siostrą bliżniaczką jeśli chodzi o tragiczne historie, które potem wspomina się ze śmiechem (jak np. brak karty, która potem cudownie się odnalazła:D). Super masz znajomego, że tak w chwilunie wysłał CI pieniążki;) Ja uwielbiam podróżować, ale sama jednak bym się nie wybrała:) Po prostu jestem zbyt rozgadana i źle by mi było :D Wiem, że zawsze można spotkać ludzi i w ogóle, ale po prostu taka już jestem, chociaż wcale nie mówię, że samotna podróż nigdy nie nastąpi:) Tallin wydaje się być ciekawym miejscem, chociaż nigdy nie był wysoko na mojej podróżniczej liście:D Po lekturze Twojego posta, mam jednak zamiar to zmienić:) Pozdrawiam serdecznie!:)

      Usuń
  2. Jakie przeżycia :D ciesz się że miałaś jak napisać do kolegi :D bo tak tony było :] ale za to masz co wspominać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście złapałam jakieś wifi, bo bez tego byloby cienko haha :D Ale nauczyłam się dzięki temu, żeby chować kartę zawsze do portfela :D

      Usuń
  3. Piękne zdjęcia i super opisy. Może kiedyś uda mi się zwiedzić tak piękne miasto. I narobiłaś smaka tymi pielmieni. Ubóstwiam te pierożki. Niezła akcja z kartą płatniczą. Ja bym się chyba załamała. Całe szczęście, że miałaś w zanadrzu znajomego, który Cie poratował :) Mogło być nieciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow... Jestem pod wrażeniem... Za 200 pln weekend za granicą zamknięty w takiej kwocie... Szkoda że nie pokazałaś standardu hostelu... A von Triera lubię,bardzo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety nie zrobiłam zdjęć, ale powiem Ci, że wyglądało tam tak, jak na zdjęciach na booking.com, czyli całkiem przyjemnie :D

      Usuń
  5. Zazdroszczę takiego wyjazdu. Sama chyba bym się nie odważyła.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super post i zdjęcia! Estonia i Tallinn są na mojej podróżniczej liście! Wybrałabym się tam chętnie, nawet na krótki weekend. Ja bym chyba jednak wybrała samolot, bo podróże autobusem to dla mnie czasami męczarnia... Niby zawsze mam ambitny plan tak jak Ty, ale potem kończy się tym, że całą drogę słucham audiobook'a i podziwiam widok z autostrady ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też totalnie zakochałam się w Tallinie! Na samo wspomnienie aż serce mi szybciej bije :) Muszę jeszcze tam kiedyś wrócić :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Wyjazd krótki, ale ile przygód! :D Łotwę i Estonię mam na mojej liście, ale jakoś ciągle przesuwam je na dalsze pozycje... Chyba pora wreszcie się skusić na podróż w tamte strony :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam Tallin, byłam w tamtym roku i mam bardzo miłe wspomnienia. Jak czytam Twój wpis, to mi się tak ciepło na sercu zrobiło, że chyba kupię bilety i pojadę tam znowu :D Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Instagram