7 pierwszych prac #MyFirstSevenJobs

21:16

Dzisiaj pierwszy raz na blogu pojawia się łańcuszek - nie ukrywam, że jest moim ulubionym. Posty z serii moje pierwsze 7 prac zawsze czytam z ciekawością, bo czasem fajnie dowiedzieć że osoby, które teraz odnoszą sukces również miały za sobą etap pracy w sieciówce (dramatdramatdramat) czy bycia hostessą. :D Tak więc co takiego ja robiłam w przeszłości?


1. Businesswoman w podstawówce

Jako dziecko byłam całkiem przedsiębiorcza. W przedszkolu sprzedawałam swoje rysunki za 20 groszy na boisku przy liceum. O dziwo, popyt na rysunki był - byłam słodziutką córką nauczyciela ów szkoły, więc czemu by za te 20 groszy rysunku nie kupić? W ten sposób zarabiałam na najlepsze lody na świecie.

Najlepszą zabawą w 4 klasie było prowadzenie firmy ubezpieczającej ludzi przed wiatrem (wtf) haha :D Sporo pieniędzy, bo ok. 20 złotych (wtedy było to wystarczająco pieniędzy, żeby mieć co jeść w sklepiku szkolnym przez miesiąc!) zarobiłam też organizując "festyn rodzinny", do którego zmusiłam całą rodzinę. Mama kupiła jedzenie, które potem sprzedawałam jej za pieniądze. Taką byłam biznesłumen! Do tego loteria fantowa i biznes dziesięciolatki się kręcił :D

2. Vintedzianka

Pierwsze "większe" pieniądze zarobiłam na Vinted w II klasie liceum. Odkryłam tą stronę dzięki mojej przyjaciółce i po wyprzedaży szafy zakończonej sukcesem postanowiłam dalej robić tam swoje "biznesy". Chodziłam więc do second-handów, kupowałam perełki i sprzedawałam wielkokrotnie drożej na Vinted. Mój rekord? Kupiłam bluzkę za 1 zł, a że była przepiękna, to sprzedałam za 30 zł. Tygodniowo udawało mi się w ten sposób zarabiać ok. 50 zł, co następnie rozwalałam na papierosy i piwo w weekend. Miałam wówczas bardzo imprezowy okres w swoim życiu, ale podczas gdy wszyscy mieli pieniądze na imprezy od rodziców, ja miałam własne.

3. Hostessa od pasztecików

Kolejna praca dorywcza z czasów liceum. Kilka razy zdarzyło mi się promować kiełbasę, paszteciki i szynkę, a także rozdawać ulotki lokalnego sklepu odzieżowego. Za jedno takie zlecenie, czyli ok. 4h pracy dostawałam 100 zł. Normalnie stawki są niższe, ale jako że pracowałam dla znajomego to udało się wyciągać trochę więcej.

4. Listonoszka

Moja pierwsza "większa" praca wakacyjna to praca na stanowisku listonoszki. Miałam wyznaczony jeden rejon w swoim miasteczku i miałam za zadanie najpierw listy posegregować, a następnie rozwieść do domów na rowerze. Czy deszcz, czy upał, jeździłam na rowerku po świecie roznosząc listy. Praca całkiem niezła - przerwa kiedy tylko chcę, zmuszała mnie do ruchu i weekendy miałam wolne. Zarobki też nie były takie złe. Pracowaliśmy tam oboje z chłopakiem i za zarobione pieniądze wyjechaliśmy na nasze pierwsze wakacje do Władysławowa.

5. Ankieterka w Urzędzie Pracy

Okropna praca. Pracowałam tam razem z przyjaciółką i dostawałyśmy jakąś złotówkę za ankietę. Miałyśmy przepytać jakieś 300 osób odwiedzających Urząd Pracy, co zajęło nam jakieś 5 dni. Wypłata wysokości 150 zł. 5 dni siedzenia po 8h w PUPie za 150 zł. Żałosne.

6. Praca w sieciówkach

Kolejny dramat :D W zeszłym roku postanowiłam zatrudnić się w CCC. Wytrzymałam tam niecały miesiąc - pewnego dnia nie poszłam do pracy, bo po prostu psychicznie nie dałam rady i z płaczem uciekłam na Śląsk, do domu. O tym napiszę kiedyś posta, ale zarówno stawki, jak i warunki pracy były jakimś koszmarem. W zeszłe wakacje znowu wylądowałam w sieciówce, tym razem bardziej lokalnej i w bardziej znanym środowisku - było lepiej, ale za żadne pieniądze nikt mnie już do sieciówki nie zaciągnie. Nie ma takiej opcji!

7. Przerzucanie majonezu w Makro i liczenie szczotek do kibla

... czyli prace jednorazowe.  Stawki to ok. 12 zł na godzinę i mnóstwo dostępnych zleceń. Ja pracowałam dla INCPraca i bardzo się cieszyłam, że mogłam sobie gdzieś dorobić nie zatrudniając się na stałe. Ale to było zanim odkryłam swoją aktualną pracę :D

Pamiętacie mój wyjazd do Mediolanu? Byłam tam trzy dni, a całkowity koszt wyjazdu wyniósł jakieś 600 zł. (kosztorys: klik) Wiecie skąd ja i mój chłopak mieliśmy na to pieniądze? Część pochodziła z oszczędności z naszych prac wakacyjnych, ale dużą część musieliśmy sobie dorobić właśnie poprzez prace dorywcze. I w ten sposób jeden weekend przerzucaliśmy razem kilogramowe opakowania majonezu w Makro, a jedną noc zarwaliśmy na inwentaryzację działu łazienek w Leroy Merlin. Całą noc liczyłam pokrywy do kibla i szczotki, a rano musiałam siedzieć na zajęciach. Ale czego się nie robi dla podróży! Dobrze jednak, że etap jednorazowych zleceń już za mną.

A potem...

W międzyczasie zdarzało mi się również co nie co tłumaczyć, a także wykonywać zlecenia tajemniczego klienta. Jak na 20 lat życia to całkiem sporo prac już wypróbowałam i aktualnie mam najlepszą pracę, która z początkowego "dorabiania sobie na boku" zamieniła się całkiem niezły biznesik. Nie jest to jednak coś, co będę chciała robić na zawsze, dlatego zabieram się za pracę nad super-ważnym-ale-tajnym projektem i będę obserwować jak się to wszystko potoczy. Fingers crossed!

Dajcie znać, czy Wy też przechodziliście przez taką ilość dziwnych dorywczych prac :D A jeśli czyta mnie jakiś studenciak, lub licealista narzekający na brak kasy to zapraszam do lektury mojego posta o tym, jak szybko na boku sobie dorobić (klik).

You Might Also Like

11 komentarze

  1. Really nice blog!!

    www.lacaleya.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie w tak młodym wieku sprawdzałaś się już w tak wielu sytuacjach. Moim zdaniem kształci to osobowość, pozwala nam poznać własny charakter. Coś fajnego! Ja też miałam kilka "biznesów" ale trwały one krótko i niestety smykałki do tego nie miałam ;o
    Bardzo ciekawy post! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, wiele mnie nauczyły moje "śmieciowe roboty" :)

      Usuń
  3. Gdybym ja miała pisać o swoich doświadczeniach to chyba powstałaby książka.. a sieciowe sklepy szczególnie markety to że się brzydko wyrażę najgorsze gów... Jakie może być. Ludzie są traktowani jak smieci a aby uprościć o wyjście do toalety kiedy nie masz przerwy to graniczyło z cudem...

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurcze, to nieźle! :D Ja jak byłam mała to nie byłam taka pomysłowa, zawsze prosiłam rodziców o złotówkę, kiedyś to był majątek, a teraz? :D Ja też jakiś czas temu zaczęłam ubijać biznes na vinted, ostatnio jednak nic się tam nie dzieje... :D
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ostatnio na Vinted wszystko zwolniło :( Ale parę lat temu można było niezły biznesik zrobić :D

      Usuń
  5. Oj tak, zdecydowanie kilka podobnych etapów również zaliczyłam. Przedsiębiorcza z Ciebie kobieta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, jestem w twoim wieku, a w sumie miałam 2 prace :)
    http://gingerheadlife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Próby sprzedaży breloczków z modeliny, lodów z Biedry czy butów prosto z Ameryki- można było się przy Tobie wzbogacić:D Bardzo fajny blog, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahaha, oczywiścieee <3 Klaudia, czy to ty? :D

      Usuń

Instagram